Na wstępie chcę powiedzieć , że ta notka nie będzie jakaś kolorowa.
Mam zamiar usunąć tego bloga. Czemu ? Zwyczajnie nie mam weny . Akcja potoczyła się tak, że nie mam pojęcia co napisać. Rozdziału jak na razie nie będzie i nie planuję go w najbliższym czasie. Myślę, że powinnam przejść na urlop na tym blogu. Teraz zabieram się za tłumaczenia , więc jeżeli ktoś chciałby je zobaczyć to zapraszam.
Kocham Was misiaczki strasznie mocno, nie wiem czy o tym wiecie ? Trudno jest mi się rozstać z tym blogiem ponieważ strasznie się do niego przywiązałam. Po prostu mnie zrozumcie.
http://smallbump-fanfiction.blogspot.com
http://can-we-dance-fanfiction.blogspot.com
http://him-harry-styles.blogspot.com
wtorek, 1 lipca 2014
niedziela, 27 kwietnia 2014
Chapter Sixteen
*Oczami Zayn'a*
Kolejny dzień bez Maggie. Popadam chyba w jakąś paranoję. Tylko Jamesy sprowadza mnie do rzeczywistości. Dzięki niemu wychodzę z domu, tak to siedziałbym zapewne z piwskiem w jednej ręce i z pilotem w drugiej. Dzięki mojemu synkowi jeszcze jakoś funkcjonuję. Skutecznie odwraca moją uwagę od braku Maggie chociaż wiem , że jest mu tak samo ciężko jak mi. Dzisiaj mam z nią widzenie. Pierdolone zasady szpitala. Tylko raz kurwa w tygodniu można odwiedzać pacjentów. Stwierdzili, że jest niestabilna psychicznie i umieścili ją koło psycholi. Postaram się ją stamtąd wyciągnąć . Zbiorę kogo trzeba i będzie już ze mną. Ubieram Jamesa i wychodzimy. Zamawiam taksówkę i jedziemy do szpitala. Jamesy strasznie się cieszy, też się nie mogę doczekać. Wchodzimy do środka i od razu ruszamy do schodów. Na ich środku leży pościel, trochę to podejrzane . Nie będę się teraz tym przejmować. Teraz najważniejsza jest Margaret Malik. Perfekcyjnie. Właśnie, kiedy ją stąd wyciągnę mam zamiar zorganizować ślub.
Wreszcie dochodzimy do jej drzwi i pewnym krokiem wchodzę do środka. Moja mina, bezcenna. W środku widzę chłopaka w samych bokserkach pochylającego się po spodnie.
- Co ty tu kurwa robisz ? - spytałem zdziwiony
- O to samo mógłbym się ciebie zapytać - odpowiada zaciskając zęby.
- Gdzie jest Mama ? - słyszę cichutki , zawiedziny głos Jamesa
- Gdzie jest Maggie ? - powtarzam pytanie synka
- Ta Maggie ? Która była tutaj ? - pyta jakby urwał się z choinki
- Nie, ta z piekarni. Jasne, że kurwa ta Maggie. Gdzie ona jest i co TY tu robisz ? - pytam dodatkowo akcentując 'ty'
- Po pierwsze nie mam pojęcia gdzie ona jest, po drugie jestem tu , bo od wczoraj to także mój pokój.
- Jak to od wczoraj ? Przecież ona tu jest od ponad 2 tygodni! Nie mogła się przecież rozpłynąć w powietrzu ! - byłem coraz bardziej wkurwiony.
- Weszła wczoraj do pokoju, powiedziała, że nie będzie go ze mną dzielić, i wyszła biorąc swoją pościel. - oznajmił
- Czekaj, czekaj, dlaczego miała dzielić z tobą pokój ? - w cholerę poszła moja cierpliwość
- Ponieważ jestem nowy, znaczy stary - zaśmiał się głupawo, postanowiłem go zignorować.
- James, ta pościel na schodach należy do mamy ! - wykrzyknąłem szczęśliwy a James zaczął się cieszyć
- Możesz powtórzyć gdzie była ta pościel ? - zapytał zamyślony
- No, na schodach, tych marmurowych - odpowiedziałem zniechęcony do dalszej konwersacji z pół nagim chłopakiem
- O kurwa, coś jej się mogło stać, w nocy na tych schodach siedzą ćpuny.
Aż się we mnie zagotowało. Jeżeli ktoś dotknął moją Maggie to mu łeb ukręcę.
Wyszedłem z Jamesy'm z pokoju i czekałem aż pan 'Goła Klata' zechce się ubrać.
W tym czasie zobaczyłem Rachel , koleżankę mojej love. Fajna była, nie powiem że nie. Ale wolę Margaret.
- Cześć Rach ,widziałaś gdzieś Meg ? - zapytałem z nadzieją
- O, hej, niestety nie, też jej szukam, ma terapię - zrobiła cudzysłów w powietrzu. Na sesjach wogóle się nie odzywa albo mówi składkowo. Moja krew.
Nareszcie księciunio ruszył swój zad i mogliśmy poszukać dziewczyny.
Zeszliśmy po schodach w dół i weszliśmy na stołówkę. Przechodziliśmy pomiędzy stolikami aż wreszcie ją zobaczyłem . Uśmiechniętą. Wow.
Jamesy od razu do niej podleciał i przytulił się do jej nogi. Posadziła go sobie na kolanach i rozmawiała ze znajomymi. Podszedłem do niej i przytuliłem od tyłu. Tak bardzo mi jej brakowało .
- Hej Meg - wyszeptałem jej do ucha i zaciągnąłem się jej zapachem. Pachnie trochę inaczej. Fajkami.
_________________________________________________________________________
Hej kochani x
Przepraszam za to opóźnienie ale miałam strasznie dużo na głowie
Liczę, że się wam spodoba x
Komentujcie xx
Kolejny dzień bez Maggie. Popadam chyba w jakąś paranoję. Tylko Jamesy sprowadza mnie do rzeczywistości. Dzięki niemu wychodzę z domu, tak to siedziałbym zapewne z piwskiem w jednej ręce i z pilotem w drugiej. Dzięki mojemu synkowi jeszcze jakoś funkcjonuję. Skutecznie odwraca moją uwagę od braku Maggie chociaż wiem , że jest mu tak samo ciężko jak mi. Dzisiaj mam z nią widzenie. Pierdolone zasady szpitala. Tylko raz kurwa w tygodniu można odwiedzać pacjentów. Stwierdzili, że jest niestabilna psychicznie i umieścili ją koło psycholi. Postaram się ją stamtąd wyciągnąć . Zbiorę kogo trzeba i będzie już ze mną. Ubieram Jamesa i wychodzimy. Zamawiam taksówkę i jedziemy do szpitala. Jamesy strasznie się cieszy, też się nie mogę doczekać. Wchodzimy do środka i od razu ruszamy do schodów. Na ich środku leży pościel, trochę to podejrzane . Nie będę się teraz tym przejmować. Teraz najważniejsza jest Margaret Malik. Perfekcyjnie. Właśnie, kiedy ją stąd wyciągnę mam zamiar zorganizować ślub.
Wreszcie dochodzimy do jej drzwi i pewnym krokiem wchodzę do środka. Moja mina, bezcenna. W środku widzę chłopaka w samych bokserkach pochylającego się po spodnie.
- Co ty tu kurwa robisz ? - spytałem zdziwiony
- O to samo mógłbym się ciebie zapytać - odpowiada zaciskając zęby.
- Gdzie jest Mama ? - słyszę cichutki , zawiedziny głos Jamesa
- Gdzie jest Maggie ? - powtarzam pytanie synka
- Ta Maggie ? Która była tutaj ? - pyta jakby urwał się z choinki
- Nie, ta z piekarni. Jasne, że kurwa ta Maggie. Gdzie ona jest i co TY tu robisz ? - pytam dodatkowo akcentując 'ty'
- Po pierwsze nie mam pojęcia gdzie ona jest, po drugie jestem tu , bo od wczoraj to także mój pokój.
- Jak to od wczoraj ? Przecież ona tu jest od ponad 2 tygodni! Nie mogła się przecież rozpłynąć w powietrzu ! - byłem coraz bardziej wkurwiony.
- Weszła wczoraj do pokoju, powiedziała, że nie będzie go ze mną dzielić, i wyszła biorąc swoją pościel. - oznajmił
- Czekaj, czekaj, dlaczego miała dzielić z tobą pokój ? - w cholerę poszła moja cierpliwość
- Ponieważ jestem nowy, znaczy stary - zaśmiał się głupawo, postanowiłem go zignorować.
- James, ta pościel na schodach należy do mamy ! - wykrzyknąłem szczęśliwy a James zaczął się cieszyć
- Możesz powtórzyć gdzie była ta pościel ? - zapytał zamyślony
- No, na schodach, tych marmurowych - odpowiedziałem zniechęcony do dalszej konwersacji z pół nagim chłopakiem
- O kurwa, coś jej się mogło stać, w nocy na tych schodach siedzą ćpuny.
Aż się we mnie zagotowało. Jeżeli ktoś dotknął moją Maggie to mu łeb ukręcę.
Wyszedłem z Jamesy'm z pokoju i czekałem aż pan 'Goła Klata' zechce się ubrać.
W tym czasie zobaczyłem Rachel , koleżankę mojej love. Fajna była, nie powiem że nie. Ale wolę Margaret.
- Cześć Rach ,widziałaś gdzieś Meg ? - zapytałem z nadzieją
- O, hej, niestety nie, też jej szukam, ma terapię - zrobiła cudzysłów w powietrzu. Na sesjach wogóle się nie odzywa albo mówi składkowo. Moja krew.
Nareszcie księciunio ruszył swój zad i mogliśmy poszukać dziewczyny.
Zeszliśmy po schodach w dół i weszliśmy na stołówkę. Przechodziliśmy pomiędzy stolikami aż wreszcie ją zobaczyłem . Uśmiechniętą. Wow.
Jamesy od razu do niej podleciał i przytulił się do jej nogi. Posadziła go sobie na kolanach i rozmawiała ze znajomymi. Podszedłem do niej i przytuliłem od tyłu. Tak bardzo mi jej brakowało .
- Hej Meg - wyszeptałem jej do ucha i zaciągnąłem się jej zapachem. Pachnie trochę inaczej. Fajkami.
_________________________________________________________________________
Hej kochani x
Przepraszam za to opóźnienie ale miałam strasznie dużo na głowie
Liczę, że się wam spodoba x
Komentujcie xx
sobota, 29 marca 2014
Chapter Fifteen
Weszłam do stołówki i ruszyłam po tackę na kolację. Standardowo ohydny schabowy z zieloną breją przypominającą sałatkę. Fuj. Zebrałam się w sobie aby nie zwymiotować i trzymając tackę daleko od siebie poszłam do swojego stolika. Ujrzałam tam nikogo innego jak Brada , który siedział na MOIM powtarzam MOIM miejscu. Zaraz mnie krew zaleje. Nie dość , że wyjebał mnie z pokoju to teraz zabiera mi przyjaciół . Co to , to nie. Z Maggie się nie zadziera. Udaję niewzruszoną i idę do przyjaciół. Omijam chłopaka i siadam obok Amfy , który jest dzisiaj jakiś nieswój. Może Claire mu coś powiedziała ? Jeżeli tak to zabiję sukę , jak można zrobić coś temu kochanemu chłopakowi. Nigdy nie odmówi pomocy oraz zawsze można z nim pogadać , nawet o pogodzie . Może i mi dzisiaj pomoże . Po kolacji podejdę do niego i się spytam czy by mnie przenocował. Mam nadzieję , że nie jest zboczuchem ( XD PRZEPRASZAM)
Po przesiedzeniu dziesięciu minut wśród denerwującego czuba widzę , że Amfa wstaje , więc robię to samo. Odnoszę tackę z nietkniętym schabowym i ruszam za chłopakiem . Doganiam go dopiero na piętrze męskim , co obarczam winą moją cudowną kondycję.
- Kurwa , poczekaj . - wołam , łapiąc się za bok przez kolkę. Nawet iść nie umiem , dokąd ten świat zmierza. Zatrzymuje się i odwraca zdziwiony. Nie codziennie dziewczyny tu przychodzą a jeżeli tak to tylko po dragi. Chyba, że mam nieaktualne informacje.
- Sory , nie mam już nic , dostawa będzie jutro.
- Nie o to chodzi. Mógłbyś mnie przenocować jedną noc ? Ten skurwiel się wpierdolił do mojego pokoju i nie mam gdzie spać. Proszęęę - zrobiłam popisową minę kota ze Shreka. Westchnął zrezygnowany i machnął ręką. Czyli tak ! - Dziękuję !!! Skoczyłam na niego i zaczęłam przytulać. Zaśmiał się i odstawił mnie na ziemię . Śliczny śmiech . Musi to częściej robić , już ja tu zadziałam. Ruszyliśmy do jego pokoju ale przystałam w pół kroku. - A twój współlokator ? Nie będzie miał nic przeciwko ? - zapytałam niespokojna. Nigdy nie poznałam tego chłopaka , mam nadzieję że nie jest groźny. Amfa odwrócił się do mnie i się zamyślił. - Nie powinno go dzisiaj być. Mówił , że idzie do "swojej dziewczyny". - zrobił cudzysłów w powietrzu. Postanowiłam więcej się nie wypytywać. Doszliśmy do drzwi numer 77 i zatrzymałam się. Chłopak nie mógł znaleźć kluczy. Świetnie. Przeszłam koło niego i szarpnęłam za klamkę. Drzwi się odtworzyły. W środku leżał chłopak w samych bokserkach. To chyba ten Ed. Amfa szturchnął go nogą i usłyszeliśmy jęk niezadowolenia. Pewnie coś brał i dlatego leży na podłodze. Zasłoniłam oczy zniesmaczona widokiem bokserek.
![]() |
| Amfa ♥ |
- Kurwa , poczekaj . - wołam , łapiąc się za bok przez kolkę. Nawet iść nie umiem , dokąd ten świat zmierza. Zatrzymuje się i odwraca zdziwiony. Nie codziennie dziewczyny tu przychodzą a jeżeli tak to tylko po dragi. Chyba, że mam nieaktualne informacje.
- Sory , nie mam już nic , dostawa będzie jutro.
- Nie o to chodzi. Mógłbyś mnie przenocować jedną noc ? Ten skurwiel się wpierdolił do mojego pokoju i nie mam gdzie spać. Proszęęę - zrobiłam popisową minę kota ze Shreka. Westchnął zrezygnowany i machnął ręką. Czyli tak ! - Dziękuję !!! Skoczyłam na niego i zaczęłam przytulać. Zaśmiał się i odstawił mnie na ziemię . Śliczny śmiech . Musi to częściej robić , już ja tu zadziałam. Ruszyliśmy do jego pokoju ale przystałam w pół kroku. - A twój współlokator ? Nie będzie miał nic przeciwko ? - zapytałam niespokojna. Nigdy nie poznałam tego chłopaka , mam nadzieję że nie jest groźny. Amfa odwrócił się do mnie i się zamyślił. - Nie powinno go dzisiaj być. Mówił , że idzie do "swojej dziewczyny". - zrobił cudzysłów w powietrzu. Postanowiłam więcej się nie wypytywać. Doszliśmy do drzwi numer 77 i zatrzymałam się. Chłopak nie mógł znaleźć kluczy. Świetnie. Przeszłam koło niego i szarpnęłam za klamkę. Drzwi się odtworzyły. W środku leżał chłopak w samych bokserkach. To chyba ten Ed. Amfa szturchnął go nogą i usłyszeliśmy jęk niezadowolenia. Pewnie coś brał i dlatego leży na podłodze. Zasłoniłam oczy zniesmaczona widokiem bokserek.
![]() |
| Ed ♥ |
Niech już się ubierze , proszę.
Po pięciu minutach spoglądania na wewnętrzną stronę dłoni moje ręce zostały odciągnięte i zobaczyłam w pełni ubranego Ed'a . Nawet przystojny , tylko te cholerne dragi. Posłał mi łobuzerski uśmiech i wyciągnął dłoń. - Chyba się nie znamy . Jestem Ed.
Nie ścisnę tej ręki za nic . Fuj. Wolę nie wiedzieć co z nią robił
Patrzyłam na niego lekko odrzucona. Niech się domyśli , nie powiem tego na głos. Jednak nadal stał i patrzył na mnie z uśmiechem. Przykleiłam sztuczny uśmiech do twarzy i otworzyłam usta.
- Maggie. Nie ścisnę tej ręki za nic .Wolę nie wiedzieć co z nią robiłeś . - mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył widząc minę chłopaka. - Miło było cię poznać Maggie. - podszedł do mnie i wyszeptał do ucha : Wiele zajebistych rzeczy z nią robiłem aniołku. - jego usta przejechały po moim policzku i wyszedł trzaskając drzwiami. Wtedy moje ręce szybko znalazły się przy twarzy i zaczęłam wycierać skażone miejsce - Fuuuuuj - powiedziałam obrzydzona i wytarłam rękę w ścianę. Może będę miała szczęście i nie dostanę choroby skóry. Moja mina Amfa zaczął się śmiać jak pojebany a mi nie było do śmiechu. I nawet piękny śmiech chłopaka nie był w stanie mnie pocieszyć . - Podobasz mu się i tyle. - powiedział siadając na łóżku. Wykrzywiłam twarz w grymasie. - FU.
Amfa podszedł do mnie i przytulił. Za takie chwile życia trzeba dziękować. - Nie martw się , przejdzie mu niedługo. Idziesz się kąpać ?
____________________________________________
HEJ.
TAK WIEM. NIENAWIDZICIE MNIE.
I DOBRZE XD
MAM NADZIEJĘ ŻE KOMUŚ SPODOBAJĄ SIĘ MOJE WYPOCINY I TO SKOMENTUJE:)
IM WIĘCEJ KOMENTARZY TYM SZYBCIEJ ROZDZIAŁ
TAKI SZANTAŻ BEJBE
c:
KOMENTUJCIE MOJE MYSZKI ♥
czwartek, 27 lutego 2014
Chapter Fourteen
CZYTASZ = KOMENTUJ
WIĘCEJ DOPRASZAĆ SIĘ NIE BĘDĘ , JEŻELI KOMUŚ ZALEŻY NA TYM OPOWIADANIU TO NIECH WYRAZI SWOJĄ OPINIĘ , JEŻELI NIE TO NIE :)
Zobaczyłam w nich przystojnego chłopaka, nawet bardzo. Słodkie loczki spadały mu na oczy przez lekkiwiatr. Rozejrzał się po zgromadzonych i uśmiechnął się do Ellie i Flo. Kiedy spojrzał na mnie zdziwienie zawitało na jego twarzy.
-Tak mi przykro, stary . Wyszeptałam , pełna sarkazmu.
![]() |
| Flo ♥ |
Usłyszała to Flo i spojrzała na mnie dziwnie marszcząc brwi , wywołując u mnie falę zajebiście obciachowego napadu śmiechu. Boże, Maggie , ty to umiesz zachować powagę sytuacji . Jedna z terapeutek popatrzyła na mnie z dezaprobatą, na co pokazałam jej środkowy palec.Ups, będą kłopoty. W tym czasie koło mnie przechodził jeden z ochroniarzy , trzymających Brada. "Niechcący" podłożyłam mu nogę , przez co się wyjebał. Kolejny napad śmiechu spowodował ,że prawie się krztusiłam. Ochroniarz spojrzał się groźnie na mnie , myśląc że coś zdziała.
-Sory gościu, to nie przedszkole.- Powiedziałam to głośno, aby każdy usłyszał. Po sekundzie wiele chichotów doszło do moich uszu i spojrzałam zwycięsko na ochroniarza-ciamajdę.Zawstydzony, szybko wstał i ruszył ze śmiejącymi się towarzyszami. Odwróciłam się do Ellie i Flo , które nadal się śmiały.
-Ja już spadam, zobaczymy się na kolacji . Dałam każdej po buziaku w policzek i weszłam do budynku. Ruszyłam po marmurowych schodach do swojego pokoju. Otworzyłam swoje drzwi i ujrzałam Brada. BRADA? ŻE CO KURWA.
![]() |
| Brad ♥ |
- Od dzisiaj to NASZ pokój
- Że , co? To jest mój, pierdolony pokój i żaden koleś nie będzie się do niego wpierdalać! Wykrzyczałam pełna złości.
- Dyrektor kazał mi tu przyjść. Jedyne wolne łóżko jest tu więc chyba muszę tu zostać . Uśmiechnął się do mnie chytrze.
- Nie znam cię i mam pozwolić ci tu zamieszkać? Albo ty stąd wychodzisz albo ja.
- Wolałbym jednak , żebyś to była ty.
- Dobrze , w takim razie wychodzę . Nie mam zamiaru tu dłużej siedzieć. Wzięłam koc i kołdrę z łóżka i wyszłam z pokoju. Co za ciota! Dobra, mniejsza o to , muszę sobie przyszykować miejsce do spania. Może na schodach ? Wydają się nie być aż takie złe...
* perspektywa Brada *
Zadziorna z niej laska , lubię takie. Chociaż dziwnie zareagowała na pokój ze mną. Zawsze mogło być gorzej i trafiłaby na narkomana albo gwałciciela. Nigdy nic takiego nie zrobiłbym dziewczynie . Może za chamsko ją potraktowałem ale nie mam zamiaru spać na schodach , o nie ! Jak zaśnie to przeniosę ją do łóżka , żeby nic jej się nie stało , bo jeszcze miałbym ją na sumieniu...
*perspektywa Maggie*
Okej, moje nowe łóżko niedługo będzie gotowe. Mam nadzieję , że nikt tu się nie kręci gdy jest późno , nie chciałabym mieć niemiłej niespodzianki. Niedługo ma być kolacja , znowu nic nie zjem. Te świństwa są okropne, nie wiem jak inni mogą to jeść. Zeszłam ze schodów i skierowałam się do stołówki.
piątek, 21 lutego 2014
Chapter Thirteen
~ 2 tygodnie później ~
Zostałam przeniesiona do pieprzonego wariatkowa. Nikt nie chciał mi uwierzyć , że mogłam ujrzeć , to co ujrzałam. Lecz ja wiem swoje i nie poddam się tak szybko. Zayn przychodzi do mnie raz w tygodniu razem z Jamesem , jego małym synkiem. Podróż z jednego świata do drugiego musiała spowodować częściową utratę pamięci. Wszystko co tłumaczył , miało przebłyski w mojej głowie lecz coś nie dawało mi spokoju. Dlaczego , kiedy byliśmy w szpitalu chłopak z lokami przypominał mi kogoś. Nie miałam wyraźnego obrazu w głowie, ale takiej twarzy się nie zapomina. Cóż, mniejsza o to. Zayn będzie musiał mi to powiedzieć , prędzej czy później.
Dzisiaj ma przyjechać nowy pacjent. Co w tym dziwnego, prawda? Przecież to wariatkowo, codziennie kogoś przywożą . Ale ten pacjent jest niezwykły . Udało mu się zwiać stąd ponad osiem razy. Nie mam pojęcia jak to zrobił , pielęgniarki łażą za nami krok w krok. Szczerze mówiąc, zaprzyjaźniłam się z jedną. Ma na imię Rachel i jest cudowna. Nie wiem, dlaczego wybrała sobie taki okropny zawód.
Nie jest taka, jak inne. Stare, zgrzybiałe staruchy ,które tylko marudzą. Jest typem szalonej imprezowiczki , z dużym poczuciem humoru. Każdy może przy niej spokojnie się pośmiać, zapominając o smutkach. Pomagała mi w pierwszych dnia pobytu tutaj za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Są tutaj narkomani z szaleństwem w oczach, od których najlepiej jet trzymać się z daleka. Mogą ci zrobić dosłownie wszystko i dlatego unikam ich jak ognia.Nieudane samobójczynie i obłąkani , takich ludzi jest tu najwięcej. Budynek sam w sobie nie jest aż taki zły. Zbudowany jest z trzech pięter. Pierwsze z nich to ogromna stołówka, pokoje terapeutów oraz świetlica. Drugie piętro jest podzielone na
dwie części : damską i męską. Wchodzi się tam długimi , marmurowymi schodami . Mój pokój to numer 312 , ostatni który był wolny. Jest przygotowany dla dwóch osób, lecz na razie mieszkam w nim tylko ja.
Zostałam przeniesiona do pieprzonego wariatkowa. Nikt nie chciał mi uwierzyć , że mogłam ujrzeć , to co ujrzałam. Lecz ja wiem swoje i nie poddam się tak szybko. Zayn przychodzi do mnie raz w tygodniu razem z Jamesem , jego małym synkiem. Podróż z jednego świata do drugiego musiała spowodować częściową utratę pamięci. Wszystko co tłumaczył , miało przebłyski w mojej głowie lecz coś nie dawało mi spokoju. Dlaczego , kiedy byliśmy w szpitalu chłopak z lokami przypominał mi kogoś. Nie miałam wyraźnego obrazu w głowie, ale takiej twarzy się nie zapomina. Cóż, mniejsza o to. Zayn będzie musiał mi to powiedzieć , prędzej czy później.
Dzisiaj ma przyjechać nowy pacjent. Co w tym dziwnego, prawda? Przecież to wariatkowo, codziennie kogoś przywożą . Ale ten pacjent jest niezwykły . Udało mu się zwiać stąd ponad osiem razy. Nie mam pojęcia jak to zrobił , pielęgniarki łażą za nami krok w krok. Szczerze mówiąc, zaprzyjaźniłam się z jedną. Ma na imię Rachel i jest cudowna. Nie wiem, dlaczego wybrała sobie taki okropny zawód.
Nie jest taka, jak inne. Stare, zgrzybiałe staruchy ,które tylko marudzą. Jest typem szalonej imprezowiczki , z dużym poczuciem humoru. Każdy może przy niej spokojnie się pośmiać, zapominając o smutkach. Pomagała mi w pierwszych dnia pobytu tutaj za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Są tutaj narkomani z szaleństwem w oczach, od których najlepiej jet trzymać się z daleka. Mogą ci zrobić dosłownie wszystko i dlatego unikam ich jak ognia.Nieudane samobójczynie i obłąkani , takich ludzi jest tu najwięcej. Budynek sam w sobie nie jest aż taki zły. Zbudowany jest z trzech pięter. Pierwsze z nich to ogromna stołówka, pokoje terapeutów oraz świetlica. Drugie piętro jest podzielone na
dwie części : damską i męską. Wchodzi się tam długimi , marmurowymi schodami . Mój pokój to numer 312 , ostatni który był wolny. Jest przygotowany dla dwóch osób, lecz na razie mieszkam w nim tylko ja.
Za dziesięć minut ma pojawić się "nowy" więc postanowiłam nareszcie się ubrać. Wybrałam prosty zestaw : koszulka, legginsy i creepersy .Z włosów zrobiłam koczka a zrobione wczoraj niebieskie końcówki rozpuściłam.KLIK
Wyszłam biorąc telefon i zamknęłam na klucz drzwi pokoju. Nigdy nic nie wiadomo , a nie chciałabym stracić jakiegoś topu albo koszuli. Doszłam do schodów i dołączyłam do Ellie i Flo , które zawzięcie o czymś dyskutowały.
Pierwsza trafiła tutaj z powodu bulimii , która zaczęła się w wieku 13 lat. Obecnie ma 17 lat i powoli wychodzi na prostą. Flo z kolei trafiła tutaj za nadużycie narkotyków. Od jakichś 3 lat jest uzależniona i siedzi tutaj, lecz nic jej to nie pomaga , ponieważ w pokoju ma dużą ilość prochów.
Włączając się do rozmowy o stałym gościu tego miejsca , dowiedziałam się paru informacji o nim. Nazywa się Bradley , ma 19 lat i był tutaj, ponieważ okaleczał się i próbował samobójstwa. Podobno, zdaniem Flo jest bardzo przystojny.Wreszcie wyszłyśmy przed budynek i dołączyłyśmy do Rachel i paru innych pielęgniarek , których tak bardzo nienawidzę. W tłumie wypatrzyłam Claire , schizofreniczkę i anorektyczkę,która rozmawiała z Amfą, najlepszym dilerem w csłym szpitalu.
Brama zaczęła się otwierać i wiechały dwa samochody. Z pierwszego wysiedli dwoje ochroniarzy, którzy byli tu po to aby Brad po raz kolejny nie zwiał. Nie mam pojęcia po co tyle wysiłku, przecież i tak stąd ucieknie. Drzwi drugiego samochodu zostały otworzone i zobaczyłam w nich ...
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
MYŚLĘ NAD USUNIĘCIEM TEGO BLOGA PONIEWAŻ TYLKO DWIE OSOBY DAJĄ MI WSPARCIE ZA CO STRASZNIE DZIĘKUJĘ
Wyszłam biorąc telefon i zamknęłam na klucz drzwi pokoju. Nigdy nic nie wiadomo , a nie chciałabym stracić jakiegoś topu albo koszuli. Doszłam do schodów i dołączyłam do Ellie i Flo , które zawzięcie o czymś dyskutowały.
![]() |
| Ellie ♥ |
Włączając się do rozmowy o stałym gościu tego miejsca , dowiedziałam się paru informacji o nim. Nazywa się Bradley , ma 19 lat i był tutaj, ponieważ okaleczał się i próbował samobójstwa. Podobno, zdaniem Flo jest bardzo przystojny.Wreszcie wyszłyśmy przed budynek i dołączyłyśmy do Rachel i paru innych pielęgniarek , których tak bardzo nienawidzę. W tłumie wypatrzyłam Claire , schizofreniczkę i anorektyczkę,która rozmawiała z Amfą, najlepszym dilerem w csłym szpitalu.
Brama zaczęła się otwierać i wiechały dwa samochody. Z pierwszego wysiedli dwoje ochroniarzy, którzy byli tu po to aby Brad po raz kolejny nie zwiał. Nie mam pojęcia po co tyle wysiłku, przecież i tak stąd ucieknie. Drzwi drugiego samochodu zostały otworzone i zobaczyłam w nich ...
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
MYŚLĘ NAD USUNIĘCIEM TEGO BLOGA PONIEWAŻ TYLKO DWIE OSOBY DAJĄ MI WSPARCIE ZA CO STRASZNIE DZIĘKUJĘ
środa, 12 lutego 2014
Chapter Twelve
Maggie's POV
Kurde, co tu tak ciemno? I dlaczego słyszę jakieś ciche popiskiwanie? Jezus Maria , żeby to był sen.
Zayn's POV
Szybko podszedłem do worka zaniepokojony. Rozsunąłem zamek i ciemno mi się przed oczami zrobiło.
Maggie's POV
Ktoś rozsunął worek , w którym byłam. Nareszcie światło! Piski koło mnie się nasiliły , odwróciłam w ich stronę głowę i ujrzałam SZCZURA. Czy ktoś sobie ze mnie jaja robi ? Zaczęłam drzeć się ze strachu, nienawidzę wszystkich gryzoni. Wyskoczyłam z worka i zobaczyłam chłopaka , który był jakby zamglony.
Zayn's POV
- Wszystko z tobą okej ? Zapytała zaniepokojona. Ona żyje , ona żyje. Lekarze się pomylili , ona ŻYJE !
Chciałem ją przytulić , ale mnie odepchnęła. Że co?
- Kochanie , przecież to ja , Zayn. Dlaczego mnie odpychasz ?
- Yyy , sory ale nie znam nikogo o imieniu Zayn. I jeżeli jeszcze raz mnie dotkniesz to się inaczej zabawimy. Ostrzegam.
- Możesz już przestać udawać , wiem że jesteś na mnie zła , chciałbym cię przytulić.
- Sory koleś , ale ja cię nie znam. Weź mnie stąd , bo tu strasznie śmierdzi. W ogóle to gdzie my jesteśmy.
- W kostnicy. Wiesz , przechowuje się tu zmarłych.
- Powiedz mi , kto mnie tu wsadził to mu jaja z dupy powyrywam.
- Lekarz , Mr Smith . Zaprowadzę cię.
- Dobra , ale żadnych sztuczek , jasne?
Zaprowadziłem ją do windy. Jechaliśmy w niezręcznej ciszy jakieś 5 minut.
Wparowała na oddział jak jakaś tykająca bomba. Podeszła do recepcji , przepychając się przez kolejkę.
Recepcjonistka kiedy na nią spojrzała, wyglądała na przerażoną. Widziała jak wynoszą Maggie do kostnicy.
- GDZIE JEST DO JASNEJ KURWY SMITH ?
- P-powinien być w sali 369 , proszę pani
- Gdzie to jest ?
- Na końcu korytarza , sala po lewo , ale ..
Dalej już nie słuchała , tylko pobiegła jak torpeda , tam gdzie wskazała recepcjonistka.
Weszła do sali po prawo i zatrzymała się jakby była wbita w ziemię. Podbiegłem do niej i już wiedziałem , dlaczego jest zdezorientowana. Jej mama Caroline była tu z tym , no, Harry'm i z jakimś innym kolesiem. Ale co oni robili, boże . Jej mama robiła temu drugiemu loda a Harry ruchał ją na pieska. W oczach Maggie zaczęły pojawiać się łzy. O , nie . Przez taką tanią dziwkę Maggie nie będzie płakać. Trzasnąłem drzwiami a oni podskoczyli zaskoczeni. Harry i tamten drugi zaczęli się ubierać ale doskoczyłem do nich. Złapałem Harry'ego za kołnierz koszulki i rzuciłem nim o ścianę . Podszedłem do niego i wyszeptałem tak aby tylko on to usłyszał .
- Nigdy więcej nie zbliżaj się do Maggie , męska dziwko.
Kurde, co tu tak ciemno? I dlaczego słyszę jakieś ciche popiskiwanie? Jezus Maria , żeby to był sen.
Zayn's POV
Szybko podszedłem do worka zaniepokojony. Rozsunąłem zamek i ciemno mi się przed oczami zrobiło.
Maggie's POV
Ktoś rozsunął worek , w którym byłam. Nareszcie światło! Piski koło mnie się nasiliły , odwróciłam w ich stronę głowę i ujrzałam SZCZURA. Czy ktoś sobie ze mnie jaja robi ? Zaczęłam drzeć się ze strachu, nienawidzę wszystkich gryzoni. Wyskoczyłam z worka i zobaczyłam chłopaka , który był jakby zamglony.
Zayn's POV
- Wszystko z tobą okej ? Zapytała zaniepokojona. Ona żyje , ona żyje. Lekarze się pomylili , ona ŻYJE !
Chciałem ją przytulić , ale mnie odepchnęła. Że co?
- Kochanie , przecież to ja , Zayn. Dlaczego mnie odpychasz ?
- Yyy , sory ale nie znam nikogo o imieniu Zayn. I jeżeli jeszcze raz mnie dotkniesz to się inaczej zabawimy. Ostrzegam.
- Możesz już przestać udawać , wiem że jesteś na mnie zła , chciałbym cię przytulić.
- Sory koleś , ale ja cię nie znam. Weź mnie stąd , bo tu strasznie śmierdzi. W ogóle to gdzie my jesteśmy.
- W kostnicy. Wiesz , przechowuje się tu zmarłych.
- Powiedz mi , kto mnie tu wsadził to mu jaja z dupy powyrywam.
- Lekarz , Mr Smith . Zaprowadzę cię.
- Dobra , ale żadnych sztuczek , jasne?
Zaprowadziłem ją do windy. Jechaliśmy w niezręcznej ciszy jakieś 5 minut.
Wparowała na oddział jak jakaś tykająca bomba. Podeszła do recepcji , przepychając się przez kolejkę.
Recepcjonistka kiedy na nią spojrzała, wyglądała na przerażoną. Widziała jak wynoszą Maggie do kostnicy.
- GDZIE JEST DO JASNEJ KURWY SMITH ?
- P-powinien być w sali 369 , proszę pani
- Gdzie to jest ?
- Na końcu korytarza , sala po lewo , ale ..
Dalej już nie słuchała , tylko pobiegła jak torpeda , tam gdzie wskazała recepcjonistka.
Weszła do sali po prawo i zatrzymała się jakby była wbita w ziemię. Podbiegłem do niej i już wiedziałem , dlaczego jest zdezorientowana. Jej mama Caroline była tu z tym , no, Harry'm i z jakimś innym kolesiem. Ale co oni robili, boże . Jej mama robiła temu drugiemu loda a Harry ruchał ją na pieska. W oczach Maggie zaczęły pojawiać się łzy. O , nie . Przez taką tanią dziwkę Maggie nie będzie płakać. Trzasnąłem drzwiami a oni podskoczyli zaskoczeni. Harry i tamten drugi zaczęli się ubierać ale doskoczyłem do nich. Złapałem Harry'ego za kołnierz koszulki i rzuciłem nim o ścianę . Podszedłem do niego i wyszeptałem tak aby tylko on to usłyszał .
- Nigdy więcej nie zbliżaj się do Maggie , męska dziwko.
sobota, 1 lutego 2014
Kochani!
Hej , hej , hej :**
Wielcy fani Midnight Memories?
Ja baaardzooo *_________________________*
KOCHAM TO TAK MEGA STRASZNIE MOCNO <3
ROZJEBAŁYŚMY PO RAZ KOLEJNY LICZNIK !!!!!!!
YAAAAAAAAY !!!!!
POBIJAMY, POBIJAMY KOCHANE
http://www.youtube.com/watch?v=bkx9kCdaaMg
LUV <3
CO DO NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU NIE MAM POJĘCIA KIEDY BĘDZIE PONIEWAŻ MAM REMONT I SIEDZE NA KOMPIE U RODZICÓW I PATRZĄ CIĄGLE CO ROBIE TAKŻE ;-;
LUV x2
LUV x 3
XD
środa, 29 stycznia 2014
Chapter Eleven
Była cała blada , a pod oczami miała fioletowe sińce. Głowę miała zawiniętą bandażem. Przypięta do tych wszystkich urządzeń wyglądała jak nieżywa.
Co ja narobiłem!
Podszedłem do jej łóżka ze łzami w oczach.
- To nie tak miało wyjść , kochanie. Przepraszam. - ścisnąłem lekko jej dłoń i zamarłem. Ona poruszyła ręką. Naprawdę , poczułem to ! Wybiegłem z sali zostawiając Jamesa z Maggie. - Panie doktorze , panie doktorze !!! Maggie poruszyła ręką !!!!! Mój krzyk prawdopodobnie usłyszał cały szpital jak i nie dalej.
Lekarz nie spiesząc się ruszył w moją stronę a ja myślałem , że szlak mnie trafi. Co on sobie kurwa wyobraża ?! - Spokojnie, panie Malik , musiało się to panu wydawać , ponieważ panna Margaret jest w śpiączce. Ale dobrze , sprawdzimy to. - wszedł do sali i w tym momencie maszyny zaczęły wydawać jeden dźwięk.
- To nie tak miało wyjść , kochanie. Przepraszam. - ścisnąłem lekko jej dłoń i zamarłem. Ona poruszyła ręką. Naprawdę , poczułem to ! Wybiegłem z sali zostawiając Jamesa z Maggie. - Panie doktorze , panie doktorze !!! Maggie poruszyła ręką !!!!! Mój krzyk prawdopodobnie usłyszał cały szpital jak i nie dalej.
Lekarz nie spiesząc się ruszył w moją stronę a ja myślałem , że szlak mnie trafi. Co on sobie kurwa wyobraża ?! - Spokojnie, panie Malik , musiało się to panu wydawać , ponieważ panna Margaret jest w śpiączce. Ale dobrze , sprawdzimy to. - wszedł do sali i w tym momencie maszyny zaczęły wydawać jeden dźwięk.
O nie , tylko nie to , boże , czym ja kurwa zawiniłem ?!?!???!??
Lekarz rzucił się do łóżka mojego skarba , a ja nie mogłem uwierzyć co się dzieje. James patrzył na to wszystko , nie rozumiejąc że już nigdy nie zobaczy swojej mamusi. Wziąłem go z tamtąd nie chcąc dokładać i sobie i mi cierpienia. Czekaliśmy w ciszy przez ponad 30 minut. W końcu lekarz wyszedł z sali , z posępną miną.
- Panie Malik , zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy i dziewczyna niestety nie przeżyła.Przepraszam, muszę wracać do swoich obowiązków. - Tak po prostu odszedł . Zostawiając nas z niczym. Zacząłem cicho łkać , przecież to niemożliwe. Moje szczęście, mój skarbek ...
- Tatku , tatku, nie płacz , mamusia wyzdrowieje. - usłyszałem cichy szept mojego synka.
- Nie Jamesy , to koniec. Mama już do nas nie wróci , nie otworzy oczu , nie odezwie się do nas , nic nie zrobi rozumiesz ?!
- A..aale jak to ? Przecież ja ją kocham, ja nie chcę , ja chcę do mamusi ! - Wbiegł do sali Maggie , cały we łzach. Położył się koło niej i płakał. Płakał jak nigdy w życiu. Ja też płakałem.
~*~
Gdzie ja jestem ? Czemu tu jest tak ciemno ? Wszystko co pamiętam to krzyczącego Zayn'a , później jest dziura.
- Witaj Margaret Flack - odezwał się głos , chyba gdzieś z góry
- Gdzie ja jestem ? Czemu nic nie pamiętam i czemu Cię nie widzę ?
- Spokojnie. Jesteś w miejscu pomiędzy niebem a piekłem. Musisz rozpatrzeć wszystkie swoje grzechy i zastanowić się , gdzie masz prawo iść. Masz jeszcze jedną drogę. Jest ona trudna do przebycia i usłana przeszkodami. Dodatkowo , jeżeli ci się nie uda automatycznie lądujesz w piekle. Jest to droga na Ziemię.
Nastała jasność , i zobaczyłam trzy drogi . Pierwsza, była to drabina w górę , druga , czarna dziura w dół , a trzecia , była drogą prosto przede mną .
- Wybór należy do Ciebie Maggie , pamiętaj , że niektórzy tęsknią za Tobą. Spojrzałam w górę i ujrzałam dziadka, który uśmiechał się do mnie . Naprawdę, dziadek za mną tęsknił ? Spojrzałam na drogę do Ziemi , ujrzałam płaczącego Zayn'a i Jamesa. Chwila ........ Zayn płacze ?!
- Ja.... wybieram drogę na Ziemię . Są tam osoby które kocham i nie chcę ich stracić. Dziadku, pamiętaj że ciebie też kocham, zobaczymy się kiedyś napewno.
- Poczekaj, drogie dziecko. Naprawdę cię kocham i myślę , że twoja decyzja jest dojrzalsza niż jakakolwiek decyzja twojej matki - tu przerwa na śmiech - i dlatego obdarowuję cię aniołem stróżem który pomoże ci dotrzeć do twojego ukochanego.
- Dziękuję , dziadku
Ruszyłam w drogę , pokrzepiona słowami dziadka....
~*~
Już trzy dni minęły od śmierci Maggie. Nadal nie możemy się z tym pogodzić . Jutro odbędzie się pogrzeb. Przyszedłem odwiedzić ją po raz ostatni w prosektorium. Ostatnim razem widziałem ją dwa dni temu , muszę się z nią ostatecznie pożegnać , ponieważ na pogrzebie nie będą otwierać trumny. Mają się pojawić jej rodzice oraz paru znajomych ze szkoły. Nic wielkiego. Wszedłem do prosektorium i od razu zatkałem nos. Tak strasznie śmierdzi. Trzymają tu ludzi chyba z miesiąc. Usłyszałem jakiś szmer. Boże, tu jest strasznie , te wszystkie ciała. Worek w którym była Maggie zaczął się poruszać. Co kurwa ?
HEEEJ :****
Z WIELKIM OPÓŹNIENEIM ALE JEST KOLEJNY RoZDZIAŁ!!!!!
JAK MYŚLICIE CO WYDARZY SIĘ DALEJ ???
JEŻELI CHCECIE BYĆ POWIADAMIANI NA TWITTERZE PODAJCIE SWOJE NAZWY
|
|
|
V
wtorek, 7 stycznia 2014
Chapter Ten
- James , kurwa , miałeś nie wychodzić z pokoju , prawda ?! Wkurwiony Zayn wparował do pomieszczenia. Takiego wolałam go nie znać. Zacisnął dłonie w pięści i zagryzł wargę . Chyba próbował opanować złość. - Spierdalaj do pokoju , albo Cię zleję. -Wypowiedział przez zaciśnięte zęby.
To miało być do mnie ?
Powoli ruszył w stronę James'a .
Chwila , chwila. On chce dziecko pobić ?! Nie ma mowy. Nie pozwolę na to!
Stanęłam przed James'em gotowa przyjąć za niego ciosy. Nikt kurwa mać , nie będzie bić dziecka na moich oczach. Sama przechodziłam przez to samo i nie chcę by ktoś tak cierpiał .
- Odsuń się , Maggie. - Frustracja. Tyle mogłam zrozumieć z jego głosu.
- Nie. - Od razu pożałowałam tych słów. Popchnął mnie , a ja upadłam na szafkę , przewracając wazon , który spadł mi na głowę. Szybko złapałam się za nią i syknęłam. Krew lała się ze mnie niemiłosiernie.Czarne punkty zaczęły zasłaniać mi obraz.
- Mamusiu! Mamusiu! - James. Tylko tyle zdążyłam usłyszeć zanim pogrążyłam się w ciemności.
- Mamusiu! Mamusiu! - James. Tylko tyle zdążyłam usłyszeć zanim pogrążyłam się w ciemności.
Perspektywa Zayn'a
Kurwa mać! Co ja narobiłem ! Szybko podbiegłem do Maggie i sprawdziłem tętno. Było ledwie wyczuwalne. Wziąłem ją na ręce i wybiegłem z domu. Odpaliłem samochód i ruszyłem do szpitala. Droga zajęła niemiłosiernie długo czasu chociaż złamałem z siedem przepisów jak nie więcej. Dojeżdżając szybko wyskoczyłem z auta i biorąc Maggie na ręce wbiegłem do szpitala. Za nami dreptał mały Jamie niczego nieświadomy. Podbiegłem do lekarza i dałem mu nieprzytomną Margaret. Zabrał ją od razu na salę operacyjną a nam nie pozwolono wejść do niej. Siedziałem jak na szpilkach a w tym czasie Jamie płakał. Zdążył się już przywiązać do Maggie.
Kurwa, dlaczego jestem taki popierdolony ?! Dlaczego ją popchnąłem ?!
Kurwa, dlaczego jestem taki popierdolony ?! Dlaczego ją popchnąłem ?!
Nagle lekarz wyszedł z sali. Pospiesznie wstałem ii ruszyłem do niego.
-Panie doktorze! Ona żyje prawda ?! Co z nią ? Jak się czuje ? - zacząłem zasypywać niewinnego człowieka miliardami pytań.
- Spokojnie , panie Malik. Stan Panny Flack jest stabilny lecz jest jedna sprawa. Ona .. jest w śpiączce. Bardzo mi przykro. - facet oddalił się od nas , zostawiając mnie w totalnym osłupieniu.
Co kurwa ?
Wbiegłem do jej sali i zobaczyłem ją. Była w strasznym stanie.
-Panie doktorze! Ona żyje prawda ?! Co z nią ? Jak się czuje ? - zacząłem zasypywać niewinnego człowieka miliardami pytań.
- Spokojnie , panie Malik. Stan Panny Flack jest stabilny lecz jest jedna sprawa. Ona .. jest w śpiączce. Bardzo mi przykro. - facet oddalił się od nas , zostawiając mnie w totalnym osłupieniu.
Co kurwa ?
Wbiegłem do jej sali i zobaczyłem ją. Była w strasznym stanie.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)





