wtorek, 1 lipca 2014

Cześć.

Na wstępie chcę powiedzieć , że ta notka nie będzie jakaś kolorowa.



Mam zamiar usunąć tego bloga. Czemu ? Zwyczajnie nie mam weny . Akcja potoczyła się tak, że nie mam pojęcia co napisać. Rozdziału jak na razie nie będzie i nie planuję go w najbliższym czasie. Myślę, że powinnam przejść na urlop na tym blogu. Teraz zabieram się za tłumaczenia , więc jeżeli ktoś chciałby je zobaczyć to zapraszam.



Kocham Was misiaczki strasznie mocno, nie wiem czy o tym wiecie ? Trudno jest mi się rozstać z tym blogiem ponieważ strasznie się do niego przywiązałam. Po prostu mnie zrozumcie.



http://smallbump-fanfiction.blogspot.com
http://can-we-dance-fanfiction.blogspot.com
http://him-harry-styles.blogspot.com

niedziela, 27 kwietnia 2014

Chapter Sixteen

*Oczami Zayn'a*
Kolejny dzień bez Maggie. Popadam chyba w jakąś paranoję. Tylko Jamesy sprowadza mnie do rzeczywistości. Dzięki niemu wychodzę z domu, tak to siedziałbym zapewne z piwskiem w jednej ręce i z pilotem w drugiej. Dzięki mojemu synkowi jeszcze jakoś funkcjonuję. Skutecznie odwraca moją uwagę od braku Maggie chociaż wiem , że jest mu tak samo ciężko jak mi. Dzisiaj mam z nią widzenie. Pierdolone zasady szpitala. Tylko raz kurwa w tygodniu można odwiedzać pacjentów. Stwierdzili, że jest niestabilna psychicznie i umieścili ją koło psycholi. Postaram się ją stamtąd wyciągnąć . Zbiorę kogo trzeba i będzie już ze mną. Ubieram Jamesa i wychodzimy. Zamawiam taksówkę i jedziemy do szpitala. Jamesy strasznie się cieszy, też się nie mogę doczekać. Wchodzimy do środka i od razu ruszamy do schodów. Na ich środku leży pościel, trochę to podejrzane . Nie będę się teraz tym przejmować. Teraz najważniejsza jest Margaret Malik. Perfekcyjnie. Właśnie, kiedy ją stąd wyciągnę mam zamiar zorganizować ślub.
Wreszcie dochodzimy do jej drzwi i pewnym krokiem wchodzę do środka. Moja mina, bezcenna. W środku widzę chłopaka w samych bokserkach pochylającego się po spodnie.
- Co ty tu kurwa robisz ? - spytałem zdziwiony
- O to samo mógłbym się ciebie zapytać - odpowiada zaciskając zęby.
- Gdzie jest Mama ? - słyszę cichutki , zawiedziny głos Jamesa
- Gdzie jest Maggie ? - powtarzam pytanie synka
- Ta Maggie ? Która była tutaj ? - pyta jakby urwał się z choinki
- Nie, ta z piekarni. Jasne, że kurwa ta Maggie. Gdzie ona jest i co TY tu robisz ? - pytam dodatkowo akcentując 'ty'
- Po pierwsze nie mam pojęcia gdzie ona jest, po drugie jestem tu , bo od wczoraj to także mój pokój.
- Jak to od wczoraj ? Przecież ona tu jest od ponad 2 tygodni! Nie mogła się przecież rozpłynąć w powietrzu ! - byłem coraz bardziej wkurwiony.
- Weszła wczoraj do pokoju, powiedziała, że nie będzie go ze mną dzielić, i wyszła biorąc swoją pościel. - oznajmił
- Czekaj, czekaj, dlaczego miała dzielić z tobą pokój ? - w cholerę poszła moja cierpliwość
- Ponieważ jestem nowy, znaczy stary - zaśmiał się głupawo, postanowiłem go zignorować.
- James, ta pościel na schodach należy do mamy ! - wykrzyknąłem szczęśliwy a James zaczął się cieszyć
- Możesz powtórzyć gdzie była ta pościel ? - zapytał zamyślony
- No, na schodach, tych marmurowych - odpowiedziałem zniechęcony do dalszej konwersacji z pół nagim chłopakiem
- O kurwa, coś jej się mogło stać, w nocy na tych schodach siedzą ćpuny.
Aż się we mnie zagotowało. Jeżeli ktoś dotknął moją Maggie to mu łeb ukręcę.
Wyszedłem z Jamesy'm z pokoju i czekałem aż pan 'Goła Klata' zechce się ubrać.
W tym czasie zobaczyłem Rachel , koleżankę mojej love. Fajna była, nie powiem że nie. Ale wolę Margaret.
- Cześć Rach ,widziałaś gdzieś Meg ? - zapytałem z nadzieją
- O, hej, niestety nie, też jej szukam, ma terapię - zrobiła cudzysłów w powietrzu. Na sesjach wogóle się nie odzywa albo mówi składkowo. Moja krew.
Nareszcie księciunio ruszył swój zad i mogliśmy poszukać dziewczyny.
Zeszliśmy po schodach w dół i weszliśmy na stołówkę. Przechodziliśmy pomiędzy stolikami aż wreszcie ją zobaczyłem . Uśmiechniętą. Wow.
Jamesy od razu do niej podleciał i przytulił się do jej nogi. Posadziła go sobie na kolanach i rozmawiała ze znajomymi. Podszedłem do niej i przytuliłem od tyłu. Tak bardzo mi jej brakowało .
- Hej Meg - wyszeptałem jej do ucha i zaciągnąłem się jej zapachem. Pachnie trochę inaczej. Fajkami.


_________________________________________________________________________
Hej kochani x
Przepraszam za to opóźnienie ale miałam strasznie dużo na głowie
Liczę, że się wam spodoba x
Komentujcie xx

sobota, 29 marca 2014

Chapter Fifteen

Weszłam do stołówki i ruszyłam po tackę na kolację. Standardowo ohydny schabowy z zieloną breją przypominającą sałatkę. Fuj. Zebrałam się w sobie aby nie zwymiotować i trzymając tackę daleko od siebie poszłam do swojego stolika. Ujrzałam tam  nikogo innego jak Brada , który siedział na MOIM powtarzam MOIM miejscu. Zaraz mnie krew zaleje. Nie dość , że wyjebał mnie z pokoju to teraz zabiera mi przyjaciół . Co to , to nie. Z Maggie się nie zadziera. Udaję niewzruszoną i idę do przyjaciół. Omijam chłopaka i siadam obok Amfy , który jest dzisiaj jakiś nieswój. Może Claire mu coś powiedziała ? Jeżeli tak to zabiję sukę , jak można zrobić coś temu kochanemu chłopakowi. Nigdy nie odmówi pomocy oraz zawsze można z nim pogadać , nawet o pogodzie . Może i mi dzisiaj pomoże . Po kolacji podejdę do niego i się spytam czy by mnie przenocował. Mam nadzieję , że nie jest zboczuchem ( XD PRZEPRASZAM)
Amfa ♥
Po przesiedzeniu dziesięciu minut wśród denerwującego czuba widzę , że Amfa wstaje , więc robię to samo. Odnoszę tackę z nietkniętym schabowym i ruszam za chłopakiem . Doganiam go dopiero na piętrze męskim , co obarczam winą moją cudowną kondycję.
- Kurwa , poczekaj . - wołam , łapiąc się za bok przez kolkę. Nawet iść nie umiem , dokąd ten świat zmierza. Zatrzymuje się i odwraca zdziwiony. Nie codziennie dziewczyny tu przychodzą a jeżeli tak to tylko po dragi. Chyba, że mam nieaktualne informacje.
- Sory , nie mam już nic , dostawa będzie jutro.
- Nie o to chodzi. Mógłbyś mnie przenocować jedną noc ? Ten skurwiel się wpierdolił do mojego pokoju i nie mam gdzie spać. Proszęęę - zrobiłam popisową minę kota ze Shreka. Westchnął zrezygnowany i machnął ręką. Czyli tak ! - Dziękuję !!! Skoczyłam na niego i zaczęłam przytulać. Zaśmiał się i odstawił mnie na ziemię . Śliczny śmiech . Musi to częściej robić , już ja tu zadziałam. Ruszyliśmy do jego pokoju ale przystałam w pół kroku. - A twój współlokator ?  Nie będzie miał nic przeciwko ? - zapytałam niespokojna. Nigdy nie poznałam tego chłopaka , mam nadzieję że nie jest groźny. Amfa odwrócił się do mnie i się zamyślił. - Nie powinno go dzisiaj być. Mówił , że idzie do "swojej dziewczyny". - zrobił cudzysłów w powietrzu. Postanowiłam więcej się nie wypytywać. Doszliśmy do drzwi numer 77 i zatrzymałam się. Chłopak nie mógł znaleźć kluczy. Świetnie. Przeszłam koło niego i szarpnęłam za klamkę. Drzwi się odtworzyły. W środku leżał chłopak w samych bokserkach. To chyba ten Ed. Amfa szturchnął go nogą i usłyszeliśmy jęk niezadowolenia. Pewnie coś brał i dlatego leży na podłodze. Zasłoniłam oczy zniesmaczona widokiem bokserek.
Ed  ♥
Niech już się ubierze , proszę.
Po pięciu minutach spoglądania na wewnętrzną stronę dłoni moje ręce zostały odciągnięte i zobaczyłam w pełni ubranego Ed'a . Nawet przystojny , tylko te cholerne dragi. Posłał mi łobuzerski uśmiech i wyciągnął dłoń. - Chyba się nie znamy . Jestem Ed. 
Nie ścisnę tej ręki za nic . Fuj. Wolę nie wiedzieć co z nią robił
Patrzyłam na niego lekko odrzucona. Niech się domyśli , nie powiem tego na głos. Jednak nadal stał i patrzył na mnie z uśmiechem. Przykleiłam sztuczny uśmiech do twarzy i otworzyłam usta.
- Maggie. Nie ścisnę tej ręki za nic .Wolę nie wiedzieć co z nią robiłeś . - mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył widząc minę chłopaka. - Miło było cię poznać Maggie. - podszedł do mnie i wyszeptał do ucha : Wiele zajebistych rzeczy z nią robiłem aniołku. - jego usta przejechały po moim policzku i wyszedł trzaskając drzwiami. Wtedy moje ręce szybko znalazły się przy twarzy i zaczęłam wycierać skażone miejsce - Fuuuuuj - powiedziałam obrzydzona i wytarłam rękę w ścianę. Może będę miała szczęście i nie dostanę choroby skóry. Moja mina  Amfa zaczął się śmiać jak pojebany a mi nie było do śmiechu. I nawet piękny śmiech chłopaka nie był w stanie mnie pocieszyć . - Podobasz mu się i tyle. - powiedział siadając na łóżku. Wykrzywiłam twarz w grymasie. - FU. 
Amfa podszedł do mnie i przytulił. Za takie chwile życia trzeba dziękować. - Nie martw się , przejdzie mu niedługo. Idziesz się kąpać ?



____________________________________________
HEJ.
TAK WIEM. NIENAWIDZICIE MNIE.
I DOBRZE XD
MAM NADZIEJĘ ŻE KOMUŚ SPODOBAJĄ SIĘ MOJE WYPOCINY I TO SKOMENTUJE:)
IM WIĘCEJ KOMENTARZY TYM SZYBCIEJ ROZDZIAŁ
TAKI SZANTAŻ BEJBE
c:
KOMENTUJCIE MOJE MYSZKI ♥

czwartek, 27 lutego 2014

Chapter Fourteen

CZYTASZ = KOMENTUJ
WIĘCEJ DOPRASZAĆ SIĘ NIE BĘDĘ , JEŻELI KOMUŚ ZALEŻY NA TYM OPOWIADANIU TO NIECH WYRAZI SWOJĄ OPINIĘ , JEŻELI NIE TO NIE :)
Zobaczyłam w nich przystojnego chłopaka, nawet bardzo. Słodkie loczki spadały mu na oczy przez lekki
wiatr. Rozejrzał się po zgromadzonych i uśmiechnął się do Ellie i Flo. Kiedy spojrzał na mnie zdziwienie zawitało na jego twarzy.
-Tak mi przykro, stary . Wyszeptałam , pełna sarkazmu.
Flo ♥

Usłyszała to Flo i spojrzała na mnie dziwnie marszcząc brwi , wywołując u mnie falę zajebiście obciachowego napadu śmiechu. Boże, Maggie , ty to umiesz zachować powagę sytuacji . Jedna z terapeutek popatrzyła na mnie z dezaprobatą, na co pokazałam jej środkowy palec.Ups, będą kłopoty. W tym czasie koło mnie przechodził jeden z ochroniarzy , trzymających Brada. "Niechcący" podłożyłam mu nogę , przez co się wyjebał. Kolejny napad śmiechu spowodował ,że prawie się krztusiłam. Ochroniarz spojrzał się groźnie na mnie , myśląc że coś zdziała.
-Sory gościu, to nie przedszkole.- Powiedziałam to głośno, aby każdy usłyszał. Po sekundzie wiele chichotów doszło do moich uszu i spojrzałam zwycięsko na ochroniarza-ciamajdę.Zawstydzony, szybko wstał i ruszył ze śmiejącymi się towarzyszami. Odwróciłam się do Ellie i Flo , które nadal się śmiały.
-Ja już spadam, zobaczymy się na kolacji . Dałam każdej po buziaku w policzek i weszłam do budynku. Ruszyłam po marmurowych schodach do swojego pokoju. Otworzyłam swoje drzwi i ujrzałam Brada. BRADA? ŻE CO KURWA.
Brad ♥
- To mój pokój . Powiedziałam zdziwiona jego obecnością tutaj. Pokręcił głową z dezaprobatą.
- Od dzisiaj to NASZ pokój
- Że , co? To jest mój, pierdolony pokój i żaden koleś nie będzie się do niego wpierdalać! Wykrzyczałam pełna złości.
- Dyrektor kazał mi tu przyjść. Jedyne wolne łóżko jest tu więc chyba muszę tu zostać . Uśmiechnął się do mnie chytrze.
- Nie znam cię i mam pozwolić ci tu zamieszkać? Albo ty stąd wychodzisz albo ja.
- Wolałbym jednak , żebyś to była ty.
- Dobrze , w takim razie wychodzę . Nie mam zamiaru tu dłużej siedzieć. Wzięłam koc i kołdrę z łóżka i wyszłam z pokoju. Co za ciota! Dobra, mniejsza o to , muszę sobie przyszykować miejsce do spania. Może na schodach ? Wydają się nie być aż takie złe...
* perspektywa Brada *
Zadziorna z niej laska , lubię takie. Chociaż dziwnie zareagowała na pokój ze mną. Zawsze mogło być gorzej i trafiłaby na narkomana albo gwałciciela. Nigdy nic takiego nie zrobiłbym dziewczynie . Może za chamsko ją potraktowałem ale nie mam zamiaru spać na schodach , o nie ! Jak zaśnie to przeniosę ją do łóżka , żeby nic jej się nie stało , bo jeszcze miałbym ją na sumieniu...
 *perspektywa Maggie* 
Okej, moje nowe łóżko niedługo będzie gotowe. Mam nadzieję , że nikt tu się nie kręci gdy jest późno , nie chciałabym mieć niemiłej niespodzianki. Niedługo ma być kolacja , znowu nic nie zjem. Te świństwa są okropne, nie wiem jak inni mogą to jeść. Zeszłam ze schodów i skierowałam się do stołówki.

piątek, 21 lutego 2014

Chapter Thirteen

~ 2 tygodnie później ~
Zostałam przeniesiona do pieprzonego wariatkowa. Nikt nie chciał mi uwierzyć , że mogłam ujrzeć , to co ujrzałam. Lecz ja wiem swoje i nie poddam się tak szybko. Zayn przychodzi do mnie raz w tygodniu razem z Jamesem , jego małym synkiem. Podróż z jednego świata do drugiego musiała spowodować częściową utratę pamięci. Wszystko co tłumaczył , miało przebłyski w mojej głowie lecz coś nie dawało mi spokoju. Dlaczego , kiedy byliśmy w szpitalu chłopak z lokami przypominał mi kogoś. Nie miałam wyraźnego obrazu w głowie, ale takiej twarzy się nie zapomina. Cóż, mniejsza o to. Zayn będzie musiał mi to powiedzieć , prędzej czy później.
Dzisiaj ma  przyjechać nowy pacjent. Co w tym dziwnego, prawda? Przecież to wariatkowo, codziennie kogoś przywożą . Ale ten pacjent jest niezwykły . Udało mu się zwiać stąd ponad osiem razy. Nie mam pojęcia jak to zrobił , pielęgniarki łażą za nami krok w krok. Szczerze mówiąc, zaprzyjaźniłam się z jedną. Ma na imię Rachel i jest cudowna. Nie wiem, dlaczego wybrała sobie taki okropny zawód.
Nie jest taka, jak inne. Stare, zgrzybiałe staruchy ,które tylko marudzą. Jest typem szalonej imprezowiczki , z dużym poczuciem humoru. Każdy może przy niej spokojnie się pośmiać, zapominając o smutkach. Pomagała mi w pierwszych dnia pobytu tutaj za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Są tutaj narkomani z szaleństwem w oczach, od których najlepiej jet trzymać się z daleka. Mogą ci zrobić dosłownie wszystko i dlatego unikam ich jak ognia.Nieudane samobójczynie i obłąkani , takich ludzi jest tu najwięcej. Budynek sam w sobie nie jest aż taki zły. Zbudowany jest z trzech pięter. Pierwsze z nich to ogromna stołówka, pokoje terapeutów oraz świetlica. Drugie piętro jest podzielone na
dwie części : damską i męską. Wchodzi się tam długimi , marmurowymi schodami . Mój pokój to numer 312 , ostatni który był wolny. Jest przygotowany dla dwóch osób, lecz na razie mieszkam w nim tylko ja.
Za dziesięć minut ma pojawić się "nowy" więc postanowiłam nareszcie się ubrać. Wybrałam prosty zestaw : koszulka,  legginsy i creepersy .Z włosów zrobiłam koczka a zrobione wczoraj niebieskie końcówki rozpuściłam.KLIK
Wyszłam biorąc telefon i zamknęłam na klucz drzwi pokoju. Nigdy nic nie wiadomo , a nie chciałabym stracić jakiegoś topu albo koszuli. Doszłam do schodów i dołączyłam do Ellie i Flo , które zawzięcie o czymś dyskutowały.
Ellie ♥
Pierwsza trafiła tutaj z powodu bulimii , która zaczęła się w wieku 13 lat. Obecnie  ma 17 lat i powoli wychodzi na prostą. Flo z kolei trafiła tutaj za nadużycie narkotyków. Od jakichś 3 lat jest uzależniona i siedzi tutaj, lecz nic jej to nie pomaga , ponieważ w pokoju ma dużą ilość prochów.
 Włączając się do rozmowy o stałym gościu tego miejsca , dowiedziałam się paru informacji o nim. Nazywa się Bradley , ma 19 lat i był tutaj, ponieważ okaleczał się i próbował samobójstwa. Podobno, zdaniem Flo jest bardzo przystojny.Wreszcie wyszłyśmy przed budynek i dołączyłyśmy do Rachel i paru innych pielęgniarek , których tak bardzo nienawidzę. W tłumie wypatrzyłam Claire , schizofreniczkę i anorektyczkę,która rozmawiała z Amfą, najlepszym dilerem w csłym szpitalu.
Brama zaczęła się otwierać i wiechały dwa samochody. Z pierwszego wysiedli dwoje ochroniarzy, którzy byli tu po to aby Brad po raz kolejny nie zwiał. Nie mam pojęcia po co tyle wysiłku, przecież i tak stąd ucieknie. Drzwi drugiego samochodu zostały otworzone i zobaczyłam w nich ...

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
MYŚLĘ NAD USUNIĘCIEM TEGO BLOGA PONIEWAŻ TYLKO DWIE OSOBY DAJĄ MI WSPARCIE ZA CO STRASZNIE DZIĘKUJĘ

środa, 12 lutego 2014

Chapter Twelve

Maggie's POV
Kurde, co tu tak ciemno? I dlaczego słyszę jakieś ciche popiskiwanie? Jezus Maria , żeby to był sen.

Zayn's POV
Szybko podszedłem do worka zaniepokojony. Rozsunąłem zamek i ciemno mi się przed oczami zrobiło.

Maggie's POV
Ktoś rozsunął worek , w którym byłam. Nareszcie światło! Piski koło mnie się nasiliły , odwróciłam w ich stronę głowę i ujrzałam SZCZURA. Czy ktoś sobie ze mnie jaja robi ? Zaczęłam drzeć się ze strachu, nienawidzę wszystkich gryzoni. Wyskoczyłam z worka i zobaczyłam chłopaka , który był jakby zamglony.

Zayn's POV
- Wszystko z tobą okej ? Zapytała zaniepokojona. Ona żyje , ona żyje. Lekarze się pomylili , ona ŻYJE !
Chciałem ją przytulić , ale mnie odepchnęła. Że co?
- Kochanie , przecież to ja , Zayn. Dlaczego mnie odpychasz ?
- Yyy , sory ale nie znam nikogo o imieniu Zayn. I  jeżeli jeszcze raz mnie dotkniesz to się inaczej zabawimy. Ostrzegam.
- Możesz już przestać udawać , wiem że jesteś na mnie zła , chciałbym cię przytulić.
- Sory koleś , ale ja cię nie znam. Weź mnie stąd , bo tu strasznie śmierdzi. W ogóle to gdzie my jesteśmy.
- W kostnicy. Wiesz , przechowuje się tu zmarłych.
- Powiedz mi , kto mnie tu wsadził to mu jaja z dupy powyrywam.
- Lekarz , Mr Smith . Zaprowadzę cię.
- Dobra , ale żadnych sztuczek , jasne?
Zaprowadziłem ją do windy. Jechaliśmy w niezręcznej ciszy jakieś 5 minut.
Wparowała na oddział jak jakaś tykająca bomba. Podeszła do recepcji , przepychając się przez kolejkę.
Recepcjonistka kiedy na nią spojrzała, wyglądała na przerażoną. Widziała jak wynoszą Maggie do kostnicy.
- GDZIE JEST DO JASNEJ KURWY SMITH ?
- P-powinien być w sali 369 , proszę pani
- Gdzie to jest ?
- Na końcu korytarza , sala po lewo , ale ..
Dalej już nie słuchała , tylko pobiegła jak torpeda , tam gdzie wskazała recepcjonistka.
Weszła do sali po prawo i zatrzymała się jakby była wbita w ziemię. Podbiegłem do niej i już wiedziałem , dlaczego jest zdezorientowana. Jej mama Caroline była tu z tym , no, Harry'm i z jakimś innym kolesiem. Ale co oni robili, boże . Jej mama robiła temu drugiemu loda a Harry ruchał ją na pieska. W oczach Maggie zaczęły pojawiać się łzy. O , nie . Przez taką tanią dziwkę Maggie nie będzie płakać. Trzasnąłem drzwiami a oni podskoczyli zaskoczeni. Harry i tamten drugi zaczęli się ubierać ale doskoczyłem do nich. Złapałem Harry'ego za kołnierz koszulki i rzuciłem nim o ścianę . Podszedłem do niego i wyszeptałem tak aby tylko on to usłyszał .
- Nigdy więcej nie zbliżaj się do Maggie , męska dziwko.


sobota, 1 lutego 2014

Kochani!

Hej , hej , hej :**
Wielcy fani Midnight Memories?
Ja baaardzooo *_________________________*
KOCHAM TO TAK MEGA STRASZNIE MOCNO <3
ROZJEBAŁYŚMY PO RAZ KOLEJNY LICZNIK !!!!!!!
YAAAAAAAAY !!!!!

POBIJAMY, POBIJAMY KOCHANE

 http://www.youtube.com/watch?v=bkx9kCdaaMg


LUV <3

CO DO NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU NIE MAM POJĘCIA KIEDY BĘDZIE PONIEWAŻ MAM REMONT I SIEDZE NA KOMPIE U RODZICÓW I PATRZĄ CIĄGLE CO ROBIE TAKŻE ;-;

LUV x2
LUV x 3
XD

środa, 29 stycznia 2014

Chapter Eleven

Była cała blada , a pod oczami miała fioletowe sińce. Głowę miała zawiniętą bandażem. Przypięta do tych wszystkich urządzeń wyglądała jak nieżywa.
Co ja  narobiłem!
Podszedłem do jej łóżka ze łzami w oczach.
- To nie tak miało wyjść , kochanie. Przepraszam. - ścisnąłem lekko jej dłoń i zamarłem. Ona poruszyła ręką. Naprawdę , poczułem to ! Wybiegłem z sali zostawiając Jamesa z Maggie. - Panie doktorze , panie doktorze !!! Maggie poruszyła ręką !!!!! Mój krzyk prawdopodobnie usłyszał cały szpital jak i nie dalej.
Lekarz nie spiesząc się ruszył w moją stronę a ja myślałem , że szlak mnie trafi. Co on sobie kurwa wyobraża ?! - Spokojnie, panie Malik , musiało się to panu wydawać , ponieważ panna Margaret jest w śpiączce. Ale dobrze , sprawdzimy to. - wszedł do sali i w tym momencie maszyny zaczęły wydawać jeden dźwięk.
O nie , tylko nie to , boże , czym ja kurwa zawiniłem ?!?!???!??

Lekarz rzucił się do łóżka mojego skarba , a ja nie mogłem uwierzyć co się dzieje. James patrzył na to wszystko , nie rozumiejąc że już nigdy nie zobaczy swojej mamusi. Wziąłem go z tamtąd nie chcąc dokładać i sobie i mi cierpienia. Czekaliśmy w ciszy przez ponad 30 minut. W końcu lekarz wyszedł z sali , z posępną miną. 
- Panie Malik , zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy i dziewczyna niestety nie przeżyła.Przepraszam, muszę wracać do swoich obowiązków. - Tak po prostu odszedł . Zostawiając nas z niczym. Zacząłem cicho łkać , przecież to niemożliwe. Moje szczęście, mój skarbek ...
- Tatku , tatku, nie płacz , mamusia wyzdrowieje. - usłyszałem cichy szept mojego synka. 
- Nie Jamesy , to koniec. Mama już do nas nie wróci , nie otworzy oczu , nie odezwie się do nas , nic nie zrobi rozumiesz ?! 
- A..aale jak to ? Przecież ja ją kocham, ja nie chcę , ja chcę do mamusi ! - Wbiegł do sali Maggie , cały we łzach. Położył się koło niej i płakał. Płakał jak nigdy w życiu. Ja też płakałem.

~*~
Gdzie ja jestem ? Czemu tu jest tak ciemno ? Wszystko co pamiętam to krzyczącego Zayn'a , później jest dziura. 
- Witaj Margaret Flack - odezwał się głos , chyba gdzieś z góry
- Gdzie ja jestem ? Czemu nic nie pamiętam i czemu Cię nie widzę ?
- Spokojnie. Jesteś w miejscu pomiędzy niebem a piekłem. Musisz rozpatrzeć wszystkie swoje grzechy i zastanowić się , gdzie masz prawo iść. Masz jeszcze jedną drogę. Jest ona trudna do przebycia i usłana przeszkodami. Dodatkowo , jeżeli ci się nie uda automatycznie lądujesz w piekle. Jest to droga na Ziemię. 
Nastała jasność , i zobaczyłam trzy drogi . Pierwsza, była to drabina w górę , druga , czarna dziura w dół , a trzecia , była drogą prosto przede mną . 
- Wybór należy do Ciebie Maggie , pamiętaj , że niektórzy tęsknią za Tobą. Spojrzałam w górę i ujrzałam dziadka, który uśmiechał się do mnie . Naprawdę, dziadek za mną tęsknił ? Spojrzałam na drogę do Ziemi , ujrzałam płaczącego Zayn'a i Jamesa. Chwila ........ Zayn płacze ?! 
- Ja.... wybieram drogę na Ziemię . Są tam osoby które kocham i nie chcę ich stracić. Dziadku, pamiętaj że ciebie też kocham, zobaczymy się kiedyś napewno. 
- Poczekaj, drogie dziecko. Naprawdę cię kocham i myślę , że twoja decyzja jest dojrzalsza niż jakakolwiek decyzja twojej matki - tu przerwa na śmiech - i dlatego obdarowuję cię aniołem stróżem który pomoże ci dotrzeć do twojego ukochanego. 
- Dziękuję , dziadku
Ruszyłam w drogę , pokrzepiona słowami dziadka....

~*~
Już trzy dni minęły od śmierci Maggie. Nadal nie możemy się z tym pogodzić . Jutro odbędzie się pogrzeb. Przyszedłem odwiedzić ją po raz ostatni w prosektorium. Ostatnim razem widziałem ją dwa dni temu , muszę się z nią ostatecznie pożegnać , ponieważ na pogrzebie nie będą otwierać trumny. Mają się pojawić jej rodzice oraz paru znajomych ze szkoły. Nic wielkiego. Wszedłem do prosektorium i od razu zatkałem nos. Tak strasznie śmierdzi. Trzymają tu ludzi chyba z miesiąc. Usłyszałem jakiś szmer. Boże, tu jest strasznie , te wszystkie ciała. Worek w którym była Maggie zaczął się poruszać. Co kurwa ? 




HEEEJ :****
Z WIELKIM OPÓŹNIENEIM ALE JEST KOLEJNY RoZDZIAŁ!!!!!
JAK MYŚLICIE CO WYDARZY SIĘ DALEJ ??? 
JEŻELI CHCECIE BYĆ POWIADAMIANI NA TWITTERZE PODAJCIE SWOJE NAZWY 
 |
 |
 |
V


wtorek, 7 stycznia 2014

Chapter Ten

- James , kurwa , miałeś nie wychodzić z pokoju , prawda ?!  Wkurwiony Zayn wparował do pomieszczenia. Takiego wolałam go nie znać. Zacisnął dłonie w pięści i zagryzł wargę . Chyba próbował opanować złość. - Spierdalaj do pokoju , albo Cię zleję. -Wypowiedział przez zaciśnięte zęby.  
To miało być do mnie ?
Powoli ruszył w stronę James'a .  
               Chwila , chwila. On chce dziecko pobić ?! Nie ma mowy. Nie pozwolę na to!  
Stanęłam przed James'em gotowa przyjąć za niego ciosy. Nikt kurwa mać , nie będzie bić dziecka na moich oczach. Sama przechodziłam przez to samo i nie chcę by ktoś tak cierpiał .
- Odsuń się , Maggie. - Frustracja. Tyle mogłam zrozumieć z jego głosu.
- Nie.  - Od razu pożałowałam tych słów. Popchnął mnie , a ja upadłam na szafkę , przewracając wazon , który spadł mi na głowę. Szybko złapałam się za nią i syknęłam. Krew lała się ze mnie niemiłosiernie.Czarne punkty zaczęły zasłaniać mi obraz.
- Mamusiu! Mamusiu! - James. Tylko tyle zdążyłam usłyszeć zanim pogrążyłam się w ciemności.
Perspektywa Zayn'a
Kurwa mać! Co ja narobiłem ! Szybko podbiegłem do Maggie i sprawdziłem tętno. Było ledwie wyczuwalne. Wziąłem ją na ręce i wybiegłem z domu. Odpaliłem samochód i ruszyłem do szpitala. Droga zajęła niemiłosiernie długo czasu chociaż złamałem z siedem przepisów jak nie więcej. Dojeżdżając szybko wyskoczyłem z auta i biorąc Maggie na ręce wbiegłem do szpitala. Za nami dreptał mały Jamie niczego nieświadomy. Podbiegłem do lekarza i dałem mu nieprzytomną Margaret. Zabrał ją od razu na salę operacyjną a nam nie pozwolono wejść do niej. Siedziałem jak na szpilkach a w tym czasie Jamie płakał. Zdążył się już przywiązać do Maggie. 
Kurwa, dlaczego jestem taki popierdolony ?! Dlaczego ją popchnąłem ?! 
                                Nagle lekarz wyszedł z sali. Pospiesznie wstałem ii ruszyłem do niego.
-Panie doktorze! Ona żyje prawda ?! Co z nią ? Jak się czuje ? - zacząłem zasypywać niewinnego człowieka miliardami pytań.
- Spokojnie , panie Malik. Stan Panny Flack jest stabilny lecz jest jedna sprawa. Ona .. jest w śpiączce. Bardzo mi przykro. - facet oddalił się od nas , zostawiając mnie w totalnym osłupieniu. 
Co kurwa ?
Wbiegłem do jej sali i zobaczyłem ją. Była w strasznym stanie.