środa, 12 lutego 2014

Chapter Twelve

Maggie's POV
Kurde, co tu tak ciemno? I dlaczego słyszę jakieś ciche popiskiwanie? Jezus Maria , żeby to był sen.

Zayn's POV
Szybko podszedłem do worka zaniepokojony. Rozsunąłem zamek i ciemno mi się przed oczami zrobiło.

Maggie's POV
Ktoś rozsunął worek , w którym byłam. Nareszcie światło! Piski koło mnie się nasiliły , odwróciłam w ich stronę głowę i ujrzałam SZCZURA. Czy ktoś sobie ze mnie jaja robi ? Zaczęłam drzeć się ze strachu, nienawidzę wszystkich gryzoni. Wyskoczyłam z worka i zobaczyłam chłopaka , który był jakby zamglony.

Zayn's POV
- Wszystko z tobą okej ? Zapytała zaniepokojona. Ona żyje , ona żyje. Lekarze się pomylili , ona ŻYJE !
Chciałem ją przytulić , ale mnie odepchnęła. Że co?
- Kochanie , przecież to ja , Zayn. Dlaczego mnie odpychasz ?
- Yyy , sory ale nie znam nikogo o imieniu Zayn. I  jeżeli jeszcze raz mnie dotkniesz to się inaczej zabawimy. Ostrzegam.
- Możesz już przestać udawać , wiem że jesteś na mnie zła , chciałbym cię przytulić.
- Sory koleś , ale ja cię nie znam. Weź mnie stąd , bo tu strasznie śmierdzi. W ogóle to gdzie my jesteśmy.
- W kostnicy. Wiesz , przechowuje się tu zmarłych.
- Powiedz mi , kto mnie tu wsadził to mu jaja z dupy powyrywam.
- Lekarz , Mr Smith . Zaprowadzę cię.
- Dobra , ale żadnych sztuczek , jasne?
Zaprowadziłem ją do windy. Jechaliśmy w niezręcznej ciszy jakieś 5 minut.
Wparowała na oddział jak jakaś tykająca bomba. Podeszła do recepcji , przepychając się przez kolejkę.
Recepcjonistka kiedy na nią spojrzała, wyglądała na przerażoną. Widziała jak wynoszą Maggie do kostnicy.
- GDZIE JEST DO JASNEJ KURWY SMITH ?
- P-powinien być w sali 369 , proszę pani
- Gdzie to jest ?
- Na końcu korytarza , sala po lewo , ale ..
Dalej już nie słuchała , tylko pobiegła jak torpeda , tam gdzie wskazała recepcjonistka.
Weszła do sali po prawo i zatrzymała się jakby była wbita w ziemię. Podbiegłem do niej i już wiedziałem , dlaczego jest zdezorientowana. Jej mama Caroline była tu z tym , no, Harry'm i z jakimś innym kolesiem. Ale co oni robili, boże . Jej mama robiła temu drugiemu loda a Harry ruchał ją na pieska. W oczach Maggie zaczęły pojawiać się łzy. O , nie . Przez taką tanią dziwkę Maggie nie będzie płakać. Trzasnąłem drzwiami a oni podskoczyli zaskoczeni. Harry i tamten drugi zaczęli się ubierać ale doskoczyłem do nich. Złapałem Harry'ego za kołnierz koszulki i rzuciłem nim o ścianę . Podszedłem do niego i wyszeptałem tak aby tylko on to usłyszał .
- Nigdy więcej nie zbliżaj się do Maggie , męska dziwko.


2 komentarze:

  1. O my God. Że jak, że gdzie i że co oni robili?! Ciekawie się następny rozdział zapowiada...
    @husaria1698

    OdpowiedzUsuń