poniedziałek, 21 października 2013

Chapter Four

Po 20 minutach szybkiego biegu, dotarłam do dróżki leśnej. Znałam to miejsce jak własną kieszeń, kiedy byłam mała często przychodziłam tutaj, gdy rodzice się kłócili i myślałam. Myślałam nad własnym życiem, myślałam o tym dlaczego moi rodzice się tak kłócą.
        Jeszcze pamiętam, gdy w wieku ośmiu lat przychodziłam tu na spacery, rozmyślanie o wielu niespełnionych marzeniach i bawienie się. Ten las, chociaż tak wielki, był moim jedynym prawdziwym domem, w której nikt mnie nie poniżał ani nie bił , taką krainą, stworzoną tylko dla mnie. Kraina Maggie. 
Pomyślicie : Jak w wieku ośmiu lat mogłam beztrosko latać po ogromnym lesie nie bojąc się o życie. Otóż tak odrobinę się bałam , lecz ten strach przezwyciężyła ciekawość , której nigdy mi nie brakowało. Od najmłodszych lat chciałam odkrywać nowe rzeczy i tak zostało mi do dzisiaj. Zazwyczaj siadałam na mchu i wpatrywałam się w niebo, lub leżałam na plecach z zamkniętymi oczami. Promienie słoneczne przebijały się przez gałęzie drzew, padały na moją twarz i przyjemnie ją ocieplały.
Ale te czasy już dawno minęły. Byłam w ogromnym niebezpieczeństwie. Biegłam jeszcze przez chwilę, zatrzymując się przy najbliższym drzewie. Oparłam się o drzewo i ciężko dyszałam. Miałam malutką nadzieję, że mnie tu nie znajdzie. Westchnęłam głęboko i wyglądnęłam zza drzewa sprawdzając czy ten typ nadal za mną biegnie. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie jaka ja głupia jestem. 
Jak mogłam wbiec do lasu?! Przecież nikt normalny nie przychodzi tutaj. Pewnie będę leżała zgwałcona, albo jeszcze gorzej będę trupem.... Nikt nie usłyszy moich krzyków i błagań. Do tego nie będzie jak udowodnić tego zabójstwa. Jęknęłam i chciałam biec dalej, lecz coś lub raczej ktoś, przyparł mnie do drzewa. Ledwo zdołałam wziąć haust powietrza, tak na zapas. Kiedy zielone tęczówki przebijały mnie na wylot. Jęknęłam cicho. 
-Czyli tak się zabawimy? - wysyczał przez zęby. 
Spuściłam wzrok. W gardle urosła mi wielka gula i nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Próbowałam wyrwać się, lecz był ode mnie o wiele silniejszy
-Ja pierdole Margaret , zrozum, że ze mną nie wygrasz.
Poczułam pierwszą łzę, wolno spadającą po moim policzku. Po chwili dołączyła do niej kolejna i kolejna..Zaniosłam się płaczem jak mała dziewczynka i opadłam na ziemię.Chłopak podniósł mnie z niej i patrząc mi prosto w oczy zaczął wycierać łzy kciukiem. Kiedy zniknęły wszelkie oznaki mojego płakania odsunął się ode mnie nadal nie odrywając ode mnie wzroku.Speszona szybko odwróciłam wzrok i kucnęłam, chowając twarz w dłoniach.Jedyną rzeczą o której w tej chwili myślałam, był mój pokój.Chciałabym położyć się na moim miękkim łóżeczku i zasnąć,zapominając o dzisiejszym dniu. Niestety , wiedziałam, że moje marzenie może się już nigdy nie spełnić. Jedyne co mogę, to cierpieć ... w tym ciemnym, okropnym lesie, który zamienił piękne wspomnienia w koszmar. Chłopak zrobił coś czego kompletnie się nie spodziewałam. Kucnął obok mnie.Czułam na sobie jego wzrok.
-Dla kogo pracujesz? - zapytał. - Diego, Marcus czy Steve?A może ktoś inny ?
Otworzyłam szeroko oczy i wzdrygnęłam się. Jeżeli Mark dowie się, że go wydałam będę mieć ogromne kłopoty.Co robić, Maggie myśl ! Już wiem ! Wstałam z ziemi i zaczęłam się otrzepywać z kurzu.Chłopak w mgnieniu oka znalazł się obok mnie , łapiąc mnie za nadgarstki.Czas wprowadzić mój plan w życie.
Przycisnęłam go do drzewa i pocałowałam go. Oniemiały chłopak po chwili oddał pocałunek.Z początku całowaliśmy się delikatnie , lecz gdy chłopak przesuwał swe dłonie w dół moich pleców kopnęłam go w krocze i uciekłam jak najszybciej z miejsca zdarzenia.Adrenalina dodała mi powera i ruszyłam w głąb lasu. Dziękowałam Niebiosom, że nienawidzę szpilek,więc teraz biegłam jak zawodowiec. Znałam tą drogę, więc mogłam zgubić chłopaka chyba, że on też znał to miejsce.  

Dobra, teraz skręcę w lewo i będę biegła przed siebie, wtedy na pewno dotrę do domu. Obejrzałam się i na szczęście nikogo za sobą nie ujrzałam. Miałam ogromną nadzieję, że leży pod tym drzewem i zwija się z bólu. Zmęczona nieustającym biegiem zwolniłam, wciąż niespokojna rozglądałam się na wszystkie strony. Po paru  minutach wyszłam z tego okropnego lasu, prosto w miasto. Szłam już swobodnie w stronę  domu, nadal byłam czujna. Miałam nadzieję, że szybko zasnę i razem z tym dniem, minie to wydarzenie. Ale bym chciała aby on zapomniał o mnie i całej tej sprawie. Wiem, że to dopiero początek. Cholera, jaka ze mnie pusta idiotka! Jak mogłam dać się wciągnąć w takie coś!? Na serio muszę umówić się na wizytę do psychologa. Moje rozmyślania przerwałam dopiero przed domem. W duchu modliłam się, aby mama nie była z jakimś facetem i nie ruchała się. Powinna się ograniczyć, gdy ja u niej pomieszkuję. Otworzyłam cicho drzwi. Niestety przywitały mnie głośne westchnięcia i jęki. Skrzywiłam się i pobiegłam do pokoju, rzucając się na łóżko. Przykryłam głowę poduszką i błagałam, żeby skończyli. Na szczęście po kilku minutach, przestali, a ja powoli zasnęłam.... _____________

Heeej :D

Co myślicie o tym rozdziale ? Tylko szczere opinie proszę :>

Do zobaczenia ^^ :***

 

poniedziałek, 14 października 2013

Chapter Three

Muzyka. Ludzie. Kelnerka. Alkohol. Gwar. Zamknięcie. To wszystko zleciało tak szybko. Teraz trzeba zgasić światło przy witrynie i czekać. Na niego. Teraz dopiero przypomniałam sobie jak bardzo się Go boję. Zadrżałam. Przecież Go nie znam. Nie wiem co jest mi w stanie zrobić. Jest przecież kryminalistą. Żałuję,że właśnie taką robotę sobie znalazłam.Boże,żeby tylko się nie zorientował po co tu jestem. Wyjęłam aparat i położyłam obok kasy, jakby co. Zamknęłam oczy i zaczęłam ze zdenerwowania skubać paznokcia. Jezu, niech już przyjdzie bo mój paznokieć będzie wyglądał masakrycznie .       
 Charakterystyczny dźwięk otwierania drzwi rozszedł się po pomieszczeniu.. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam oczy. Zadrżałam. Chłopak był jeszcze bardziej przystojny, niż na zdjęciach. Miał cudowne, głębokie zielone oczy, które wciągały, wręcz hipnotyzowały. Brązowe loki , aż się prosiły o potarmoszenie a jego dołeczki...ACH ! ..Chwila,chwila ? Boże, Maggie , o czym ty myślisz ?! On jest przecież kryminalistą !
-Dobry. - mruknął z seksowną chrypką.
Skinęłam głową, udając . Spojrzałam na kelnerkę, która z przerażeniem wypisanym na twarzy, rozpoczęła opowiadać zmyśloną historyjkę:
-To jest Sophie, jest tu nowa.
Uniósł do góry brew i przedstawił się:
-Harry Styles.
Uścisnęłam jego dłoń. Dziwię się, że jeszcze zauważył, że drżę. Odwróciłam się  i  wyciągnęłam szklankę, po czym nalałam Danielsa. Claire - tak nazywa się kelnerka - powiedziała mi, co mam robić. Położyłam drinka przed Nim. Szeroki uśmiech wdarł się na jego usta, wziął w rękę szklankę i usiadł przy stoliku. Z plecaka wyjął sakiewki. Domyśliłam się , co może się w nich znajdować.. Kilkanaście tabletek wysypało się na serwetkę. Narkotyki swobodnie latały po stoliku. Dopiero chłopak jednym ruchem ręki uporządkował je. Kiwnęłam palcem, przywołując Claire.Posłusznie przybiegła.
 -Zostaw nas samych, na parę minut.
Skinęła głową i wyszła.Wyjęłam aparat. Chłopak siedział do mnie tyłem.Dobra , teraz albo nigdy. . Podeszłam  kilka kroków i zrobiłam trzy zdjęcia..
         Czwarte zdjęcie chciałam, zrobić unikalne,żeby było go widać całego.Weszłam do łazienki czując na sobie jego palący wzrok.Położyłam się na podłodze i czekałam na odpowiedni moment. Zdjęcie było idealne. Chłopak liczył pieniądze jedną ręką, a drugą segregował towar. Wszystko szło jak po maśle kiedy nogą kopnęłam w zlew. Chłopak w natychmiastowym tempie podszedł do łazienki. Co robić ?! Zaczęłam panikować, kiedy stał pod drzwiami schowałam aparat do szafki:
-Co ty robisz ?!- krzyknął chłopak z całej siły otwierając drzwi.
 -Yyyy...wymieniam tampon - rzuciłam mu czerwieniąc się-spadł mi kiedy wyciągałam go z kieszeni pod zlew- podniosłam piąstkę do góry udając,że coś w niej mam. On tylko wyszedł śmiejąc się, "Misja w połowie wykonana"- szepnęłam zostając chwilę w łazience.
Wychodząc dostrzegłam dwóch facetów siedzących obok lokatego . "Kurwa" szepnęłam . Weszłam za ladę kucając pod nią. Kolejna szansa na zdobycie forsy.
Odsunęłam najdelikatniej jak potrafiłam ruchomą deskę znajdującą się w ladzie. Uradowana wstałam z całej siły waląc w blat. Wszystkie spojrzenia zatrzymały się na mnie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z sytuacji, trzymam w rękach aparat. Skrzywiłam się... Mam przechlapane. Brunet podniósł głowę i podszedł wolno, nie ukrywając złości.
-Co Ty do cholery jasnej wyprawiasz?- warknął.
-N-nic. 
-Zostajesz tu, dopóki skończę.
Odwrócił się i wrócił do interesów. Jęknęłam po czym schowałam aparat.  Co teraz zrobić? Wiedziałam, że nie poradzę sobie. Zadrżałam. Nie ma tu jakiegoś tylnego wyjścia? Zerknęłam na zegarek 23:50.. zostało mi dziesięć minut. Chciałam wrócić do bezpiecznej toalety. Zrobiłam krok w tył, a już słyszałam warknięcie:
-Nie ruszaj się. 
Gdzie jest Claire jak jej do cholery potrzebuje?!  Dobra, będę grać impulsywnie. Wróciłam do lady, wyjęłam z aparatu kartę i włożyłam do kieszeni bluzy. Założyłam aparat na szyje  i  jedyne co przyszło mi do głowy to... biegłam, krzyknęłam i  biegłam przed siebie, przez ulicę. Biegłam jak debilka wciąż drząc ryja. A za mną dyszał ..ON.

niedziela, 6 października 2013

Chapter Two


-Weź się w garść - powiedziałam, patrząc w lustro wiszące nad umywalką. - Podpisałaś umowę i nie wymiękniesz. Dasz radę. Przechodziłaś już gorsze rzeczy.
Westchnęłam przerażona wizją biegania za jakimś niebezpiecznym chłopakiem i cykania mu fotek. Oblałam twarz zimną wodą, cicho mrucząc. Wytarłam się miękkim ręcznikiem i wróciłam do swojego pokoju. Podeszłam do łóżka i wyciągnęłam spod niego pudełko w którym trzymałam mój mały skarb. No z resztą nie wiem czy taki mały, dostałam go od taty na urodziny... Z pudła wyciągnęłam aparat. Lustrzankę, nie była najlepsza ale to nie ważne. Tata wydał na to 5-miesięczną pensję! Tylko dlatego, że kocham fotografować i chciał spełnić moje marzenia... Lekko przetarłam specjalną szmatką obiektyw i podniosłam urządzenie na wysokość twarzy. Dzisiejszego dnia postanowiłam zebrać parę informacji o przedstawicielu gangu. Od Marka dowiedziałam się, że lubi przesiadywać w obskurnej knajpce. Przysłał mi plan drogi SMS'em, życząc powodzenia. Mówił tak jakbym miała sprzedawać ciastka w cukierni . Postanowiłam udać się do niej, zaraz po śniadaniu, oczywiście informując moją mamę gdyby kiedyś  przypomniało jej się ,że ma córkę. Odłożyłam aparat do torby i zeszłam po schodach na dół. W sobotnie ranki, mama przesiadywała w swojej ogromnej sypialni, w tak samo ogromnej szafie tworząc tandetne stylizacje na wieczory w klubach. Postanowiłam zjeść jabłko i wypić kakao, a dopiero wtedy w spokoju poruszę na moje "śledzenie".
       Gdy skończyłam jeść, wyrwałam kartkę z zeszytu i napisałam na niej krótką wiadomość.
" Idę do pracy. Będę po siedemnastej  Wrócę późno. x ". Przypięłam liścik na lodówkę i wyszłam z domu w ręku trzymając aparat. Pogoda była idealna, nie było ciepło, ani zimno. Wiał lekki, orzeźwiający wiaterek. Szkoda, że w tej chwili nie mogłam cieszyć się pogodą. Miałam robotę do wykonania, na tyle ważną, że zapłacą mi ponad sto tysięcy funtów. Oby wszystko działo się po mojej myśli. W każdej chwili mogę stracić szansę na zdobycie pieniędzy. A także, niechcący wpaść w tarapaty.

        Szłam pustą ulicą w stronę restauracji, chociaż.. to za eleganckie określenie. Pokręciłam głową, tak by kosmyki moich włosów, zasłoniły twarz. Naciągnęłam kaptur na głowę i pochyliłam się, przybierając postawę odpychającą. Weszłam do budynku, który nie przyciągał... Był ciemny.. a z daleka było widać zakurzoną witrynę. Chcąc nie chcąc, weszłam do środka, analizując pomieszczenie i ludzi, którzy się w nim znajdowali. Podeszłam do baru. Postanowiłam poczekać do zamknięcia. Sama nie wiem skąd nagle tyle we mnie energii i odwagi. Usiadłam na taborecie, a długonoga bruneta podeszła do mnie.
-Coś podać? - uśmiechnęła się lekko.
Przez chwile zastanawiałam się, lecz po chwili wydukałam pierwszą lepszą nazwę alkoholu. Chciałam ją spławić i oddać się pracy. Po paru minutach przyszła z moim zamówieniem, wypiłam je jednym haustem, wzbudzając podziw kelnerki. Ciepło rozlało się po moim organizmie. Dodało mi to wielu pomysłów. Zdjęłam kaptur i wsunęłam kosmyki na odpowiednie miejsce. Dumnie wypięłam pierś i zawołałam piskliwym głosem kelnerkę.
-Widziałaś lub słyszałaś coś o tym chłopaku? - wyjęłam z kieszeni kurtki, zdjęcie chłopaka w lokach.
Kobieta zamrugała szybko, po czym zmierzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem. Oparła się o blat, lekko mrużąc oczy.
-Może tak... - przeciągnęła. - a może nie.
No dobra, jeśli chce tak grać to będziemy robić jak chce.  Podniosłam się i oparłam o blat, tak  jakbym kogoś przesłuchiwała. Moja twarz znalazła się blisko jej. Tak, alkohol zdecydowanie działa. Dodawał mi odwagi dzięki czemu czułam, że mogłam zrobić wszystko. W ciągu sekundy do mojego mózgu doszedł świetny plan, który nie mógł mnie zawieść. Postanowiłam grać na czas i odpowiednie znajomości, chociaż ich wymyślę.
-Słuchaj, Maleńka- przybliżyłam się do jej ucha ledwo co szepcąc. Przejechałam swoim palcem po jej szyi, pojawiała się u niej coraz większa gęsia skórka. Działało, zaczynała coraz bardziej się bać.
-Wiemy dobrze, że znasz tego gościa- wciąż nie przestawałam szeptać- Powiesz mi wszystko co o nim wiesz , albo-przestałam mówić na sekundę, aby przejechać paznokciem po jej wystającej  tętnicy- pożegnasz się z krwią z twojego organizmu, co zresztą wiesz do czego prowadzi- spojrzałam jej w oczy jednocześnie chwytając nóż leżący za ladą. Przejechałam nim po jej szyi, a następnie przybliżyłam go do swojej twarzy. Oblizałam go przyciskając jej twarz, aby ją unieruchomić. O, tak alkohol dawał mi niezłego kopa
 -N...i...e zro..bisz mi t...e...go- ledwo powiedziała dławiąc się przez łzy 
-To tak gramy skarbie-stwierdziłam.Wspięłam się na blat siadając na niej okrakiem i przykładając jej nóż
 -Cóż, chyba zrobię - przejeżdżałam jej po policzku nożem zjeżdżając niżej do szyi.
Wbiłam najdelikatniej jak potrafiłam nóż, ale tuż obok tętnicy, nie chciałam jej zabić. Tylko wystraszyć
-To Harry Styles ! - powiedziała najgłośniej jak potrafiła, przez co mogło się to wydawać krzykiem- Ma 19 lat, sprzedaje tu narkotyki w niedziele po zamknięciu i czasem w piątki- nie puszczałam jej chcąc wiedzieć więcej.
 -Dziś będzie? - zapytałam, lecz dobrze wiedziałam, że dziś jest niedziela -Tak- odpowiedziała, a ja ją puściłam wstając za bar - Od dzisiaj jestem twoją dobrą znajomą i pracuję z tobą. A powiedz komuś coś innego to nie dożyjesz do jutra maleńka.- ona tylko kiwnęła głowa i podała mi fartuch.
Odstawiłam aparat pod blat i wzięłam szmatę, czyszcząc obszar przy kasie. Rzuciłam złowrogie spojrzenie kelnerce i z szyderczym uśmieszkiem wróciłam do patrzenia na tłum ludzi, który nie interesował się scenką, którą przed chwilą odegrałam, a szkoda. W tym mieście bójki były na porządku dziennym.