środa, 29 stycznia 2014

Chapter Eleven

Była cała blada , a pod oczami miała fioletowe sińce. Głowę miała zawiniętą bandażem. Przypięta do tych wszystkich urządzeń wyglądała jak nieżywa.
Co ja  narobiłem!
Podszedłem do jej łóżka ze łzami w oczach.
- To nie tak miało wyjść , kochanie. Przepraszam. - ścisnąłem lekko jej dłoń i zamarłem. Ona poruszyła ręką. Naprawdę , poczułem to ! Wybiegłem z sali zostawiając Jamesa z Maggie. - Panie doktorze , panie doktorze !!! Maggie poruszyła ręką !!!!! Mój krzyk prawdopodobnie usłyszał cały szpital jak i nie dalej.
Lekarz nie spiesząc się ruszył w moją stronę a ja myślałem , że szlak mnie trafi. Co on sobie kurwa wyobraża ?! - Spokojnie, panie Malik , musiało się to panu wydawać , ponieważ panna Margaret jest w śpiączce. Ale dobrze , sprawdzimy to. - wszedł do sali i w tym momencie maszyny zaczęły wydawać jeden dźwięk.
O nie , tylko nie to , boże , czym ja kurwa zawiniłem ?!?!???!??

Lekarz rzucił się do łóżka mojego skarba , a ja nie mogłem uwierzyć co się dzieje. James patrzył na to wszystko , nie rozumiejąc że już nigdy nie zobaczy swojej mamusi. Wziąłem go z tamtąd nie chcąc dokładać i sobie i mi cierpienia. Czekaliśmy w ciszy przez ponad 30 minut. W końcu lekarz wyszedł z sali , z posępną miną. 
- Panie Malik , zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy i dziewczyna niestety nie przeżyła.Przepraszam, muszę wracać do swoich obowiązków. - Tak po prostu odszedł . Zostawiając nas z niczym. Zacząłem cicho łkać , przecież to niemożliwe. Moje szczęście, mój skarbek ...
- Tatku , tatku, nie płacz , mamusia wyzdrowieje. - usłyszałem cichy szept mojego synka. 
- Nie Jamesy , to koniec. Mama już do nas nie wróci , nie otworzy oczu , nie odezwie się do nas , nic nie zrobi rozumiesz ?! 
- A..aale jak to ? Przecież ja ją kocham, ja nie chcę , ja chcę do mamusi ! - Wbiegł do sali Maggie , cały we łzach. Położył się koło niej i płakał. Płakał jak nigdy w życiu. Ja też płakałem.

~*~
Gdzie ja jestem ? Czemu tu jest tak ciemno ? Wszystko co pamiętam to krzyczącego Zayn'a , później jest dziura. 
- Witaj Margaret Flack - odezwał się głos , chyba gdzieś z góry
- Gdzie ja jestem ? Czemu nic nie pamiętam i czemu Cię nie widzę ?
- Spokojnie. Jesteś w miejscu pomiędzy niebem a piekłem. Musisz rozpatrzeć wszystkie swoje grzechy i zastanowić się , gdzie masz prawo iść. Masz jeszcze jedną drogę. Jest ona trudna do przebycia i usłana przeszkodami. Dodatkowo , jeżeli ci się nie uda automatycznie lądujesz w piekle. Jest to droga na Ziemię. 
Nastała jasność , i zobaczyłam trzy drogi . Pierwsza, była to drabina w górę , druga , czarna dziura w dół , a trzecia , była drogą prosto przede mną . 
- Wybór należy do Ciebie Maggie , pamiętaj , że niektórzy tęsknią za Tobą. Spojrzałam w górę i ujrzałam dziadka, który uśmiechał się do mnie . Naprawdę, dziadek za mną tęsknił ? Spojrzałam na drogę do Ziemi , ujrzałam płaczącego Zayn'a i Jamesa. Chwila ........ Zayn płacze ?! 
- Ja.... wybieram drogę na Ziemię . Są tam osoby które kocham i nie chcę ich stracić. Dziadku, pamiętaj że ciebie też kocham, zobaczymy się kiedyś napewno. 
- Poczekaj, drogie dziecko. Naprawdę cię kocham i myślę , że twoja decyzja jest dojrzalsza niż jakakolwiek decyzja twojej matki - tu przerwa na śmiech - i dlatego obdarowuję cię aniołem stróżem który pomoże ci dotrzeć do twojego ukochanego. 
- Dziękuję , dziadku
Ruszyłam w drogę , pokrzepiona słowami dziadka....

~*~
Już trzy dni minęły od śmierci Maggie. Nadal nie możemy się z tym pogodzić . Jutro odbędzie się pogrzeb. Przyszedłem odwiedzić ją po raz ostatni w prosektorium. Ostatnim razem widziałem ją dwa dni temu , muszę się z nią ostatecznie pożegnać , ponieważ na pogrzebie nie będą otwierać trumny. Mają się pojawić jej rodzice oraz paru znajomych ze szkoły. Nic wielkiego. Wszedłem do prosektorium i od razu zatkałem nos. Tak strasznie śmierdzi. Trzymają tu ludzi chyba z miesiąc. Usłyszałem jakiś szmer. Boże, tu jest strasznie , te wszystkie ciała. Worek w którym była Maggie zaczął się poruszać. Co kurwa ? 




HEEEJ :****
Z WIELKIM OPÓŹNIENEIM ALE JEST KOLEJNY RoZDZIAŁ!!!!!
JAK MYŚLICIE CO WYDARZY SIĘ DALEJ ??? 
JEŻELI CHCECIE BYĆ POWIADAMIANI NA TWITTERZE PODAJCIE SWOJE NAZWY 
 |
 |
 |
V


wtorek, 7 stycznia 2014

Chapter Ten

- James , kurwa , miałeś nie wychodzić z pokoju , prawda ?!  Wkurwiony Zayn wparował do pomieszczenia. Takiego wolałam go nie znać. Zacisnął dłonie w pięści i zagryzł wargę . Chyba próbował opanować złość. - Spierdalaj do pokoju , albo Cię zleję. -Wypowiedział przez zaciśnięte zęby.  
To miało być do mnie ?
Powoli ruszył w stronę James'a .  
               Chwila , chwila. On chce dziecko pobić ?! Nie ma mowy. Nie pozwolę na to!  
Stanęłam przed James'em gotowa przyjąć za niego ciosy. Nikt kurwa mać , nie będzie bić dziecka na moich oczach. Sama przechodziłam przez to samo i nie chcę by ktoś tak cierpiał .
- Odsuń się , Maggie. - Frustracja. Tyle mogłam zrozumieć z jego głosu.
- Nie.  - Od razu pożałowałam tych słów. Popchnął mnie , a ja upadłam na szafkę , przewracając wazon , który spadł mi na głowę. Szybko złapałam się za nią i syknęłam. Krew lała się ze mnie niemiłosiernie.Czarne punkty zaczęły zasłaniać mi obraz.
- Mamusiu! Mamusiu! - James. Tylko tyle zdążyłam usłyszeć zanim pogrążyłam się w ciemności.
Perspektywa Zayn'a
Kurwa mać! Co ja narobiłem ! Szybko podbiegłem do Maggie i sprawdziłem tętno. Było ledwie wyczuwalne. Wziąłem ją na ręce i wybiegłem z domu. Odpaliłem samochód i ruszyłem do szpitala. Droga zajęła niemiłosiernie długo czasu chociaż złamałem z siedem przepisów jak nie więcej. Dojeżdżając szybko wyskoczyłem z auta i biorąc Maggie na ręce wbiegłem do szpitala. Za nami dreptał mały Jamie niczego nieświadomy. Podbiegłem do lekarza i dałem mu nieprzytomną Margaret. Zabrał ją od razu na salę operacyjną a nam nie pozwolono wejść do niej. Siedziałem jak na szpilkach a w tym czasie Jamie płakał. Zdążył się już przywiązać do Maggie. 
Kurwa, dlaczego jestem taki popierdolony ?! Dlaczego ją popchnąłem ?! 
                                Nagle lekarz wyszedł z sali. Pospiesznie wstałem ii ruszyłem do niego.
-Panie doktorze! Ona żyje prawda ?! Co z nią ? Jak się czuje ? - zacząłem zasypywać niewinnego człowieka miliardami pytań.
- Spokojnie , panie Malik. Stan Panny Flack jest stabilny lecz jest jedna sprawa. Ona .. jest w śpiączce. Bardzo mi przykro. - facet oddalił się od nas , zostawiając mnie w totalnym osłupieniu. 
Co kurwa ?
Wbiegłem do jej sali i zobaczyłem ją. Była w strasznym stanie.